Aśka, gdzie Ty znowu jedziesz?

Ostatnio zorientowałam się, że rodzina i znajomi totalnie nie ogarniają gdzie ja aktualnie przebywam. Całkiem zabawne, wiadomo, że jestem w biegu, że pewnie właśnie skądś wróciłam i gdzieś pewnie jadę, ale nie bardzo wiadomo gdzie…
Otóż uprzejmie donoszę, że w tym roku byłam najpierw w Turcji, potem kolejne dwa weekendy spędziłam w Częstochowie i Krakowie (po tym jak zawróciłam z Gdyni). Wtedy też zakochałam się w Podgórzu, o czym przeczytacie w niedzielę. Dziś jestem w Zagrzebiu, gdzie spędzę kolejne dwa tygodnie. Co tu robię?

IMGP4530

Generalnie trafiłam do Chorwacji, gdyż wygrałam stypendium na staż badawczy. W dwa tygodnie na uczelni można zrobić niewiele, ale zawsze to poszerzanie horyzontów. Od kilku dni zastanawiałam się więc, czym mogę się zająć naukowo w Zagrzebiu, ale też jak wykorzystać czas wolny.

1. Najpierw obiecywałam sobie, że będę zwiedzać tylko Zagrzeb – raz a porządnie, taka nowa reguła. W związku z tym wypisałam sobie miejsca, które mnie interesują nawet takie, do których pewnie nie poszłabym, gdybym mieszkała tu na stałe. Wymyśliłam nawet, że pójdę na koncert do filharmonii, tym bardziej, że jest szansa posłuchać chorwackiego Rubika

2. Po analizie stwierdziłam jednak, że dwa tygodnie na zwiedzanie samego Zagrzebia, to trochę przy dużo, jak na miasto, które można zjechać w pół dnia i mogłabym jednak gdzieś się wybrać. Niech będzie Slawonia, pogoda nie sprzyja zwiedzaniu wybrzeża, więc zobaczmy co dzieje się wewnątrz kontynentu. Zaczęłam czytać przewodnik i wyszło niestety, że wszystkie miejsca są super, ale nie w zimę. Jedyne miejsce warte odwiedzenia w tym czasie są dwa miasta, w których jest świętowany karnawał – niestety wyjeżdżam 5 dni przed ostatkami…

3. No to dalej wydumałam, że skoro przyroda nie jest teraz imponująca, to może w zimę trzeba zwiedzać miasta. Na mapie najbardziej kusząco wygląda Banja Luki w Bośni, a także barokowe miasto Varaždin – określane mianem Wiednia w miniaturce. Ale jak się tak zastanowiłam, to same miasta wałkować dwa tygodnie, a potem wrócić prosto do pracy do Warszawy? Bez sensu…

4. Przydałoby się trochę przyrody, no i ciepła. A ciepło, wiadomo – nad morzem. Ech, ale miałam przecież nad to morze nie jechać… Cały lot do Zagrzebia zastanawiałam się, ile może być kilometrów do Dubrownika i ile czasu jedzie autobus. Jakby tak wyjechać w piątek na noc, to może rano można by być na południu Europy?

5. Dojechałam na miejsce, spotkałam Ivę, która pomogła mi się ogarnąć z przyjazdem i przy kawie opowiadam jej mój pokrętny plan działania. Na moje nieszczęście, ona też ma hopla na punkcie poznawania świata i całkowicie namieszała mi w głowie. Opowiedziała jaki Zagrzeb piękny, że karnawał to ma tylko finał w ostatki, ale trwa cały czas i na pewno będzie co zobaczyć, że może bym na jakiś współczesny koncert poszła zamiast tego Rubika… Pierwszej nocy zasnęłam skołowana.

6. Rano poszłam na uczelnię i sytuacja znów zmieniła się o 180 stopni. Poznałam moich współpracowników, pogadaliśmy o badaniach, które realizują i wyszło na to, że robią tak ciekawe rzeczy i tak bardzo związane z moimi zainteresowaniami badawczymi, że chyba będę u nich nocować, żeby się wszystkiego nauczyć!

Zatem na pytanie, co będę tu robić odpowiadam – nie mam pojęcia, ale jestem pewna, że będą to intensywne dwa tygodnie. Mam nadzieję, że spędzę tu czas wyjątkowo, a Wy będziecie mieć przyjemność poczytać o tym, czego o Chorwacji nie wiecie.