Wyjątkowo zakręcony Sylwester

Tak naprawdę, wszystko zaczęło się 30 września 1207 roku w miejscowości Balkh, na terenie dzisiejszego Afganistanu, kiedy na świat przyszedł Mevlana Celaleddin-i Rumi. Kilkanaście lat później, uciekając przed najazdem Mongołów, rodzina Mevlany wyruszyła na zachód, aby 3 maja 1228 zakończyć swoją wędrówkę w Konyi, ówczesnej stolicy państwa Turków Seldżuckich.

Pobierający od najmłodszych lat nauki od swego ojca, nauczyciela w szkole koranicznej, będąc uczniem Seyyida Burhaneddina Tirmiziego w niedługim czasie sam został szanowanym nauczycielem i teologiem muzułmańskim. Jednak dopiero spotkanie z Sems-i Tebrizim 15 listopada 1244 całkowicie odmieniło życie Rumiego.

Dokładnie 767 lat, 1 miesiąc i 16 dni później wysiedliśmy z nocnego autobusu relacji Istambuł – Konya, aby wieczór sylwestrowy spędzić obserwując występ grupy współczesnych derwiszy, którzy kultywują tradycję szkoły Mevlany. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że ze względu na kult Rumiego Konya jest tureckim odpowiednikiem Częstochowy, a rolę Jasnej Góry pełni Muzeum Mevlany. Główną atrakcją i celem pielgrzymek Muzułmanów jest znajdujące się w nim mauzoleum wraz z sarkofagiem Rumiego, ale oprócz tego muzeum może pochwalić się bardzo ciekawą wystawą starych egzemplarzy Koranu oraz – uwaga! – relikwią w postaci włosa z brody Mahometa. W otaczającym ogrodzie znajdują się groby derwiszy oraz udostępnione zwiedzającym zabudowania, które służyły mewlewitom.

IMGP2173

Spotkanie z derwiszem (według jednej z wersji słowo to wywodzi się z języka perskiego i oznacza nędzarza) Sems-i Tebrizim okazało się mieć ogromny wpływ na życie Mevlany, który dopiero co wstąpił na ścieżkę sufizmu. Dwaj wielcy mędrcy i mistycy odnaleźli w sobie towarzyszy medytacji i wspólnych rozmów o Bogu. Silna osobowość Tebriziego spowodowała, że Rumi również skłonił się ku ascezie. Jak to jednak w życiu bywa, nowe towarzystwo nie przypadło do gustu rodzinie (był dwukrotnie żonaty, miał czwórkę dzieci) i uczniom Mevlany. Sems-i Tebrizi został stanowczo poproszony o wyjazd do Damaszku, ale załamanie Rumiego spowodowane rozłąką z duchowym bratem wymusiło na rodzinie ponowne sprowadzenie derwisza do Konyi. Mevlana jednak po raz kolejny zaczął zaniedbywać rodzinę i uczniów kosztem czasu spędzanego ze swoim przyjacielem, wobec czego jego bliscy postanowili rozwiązać problem raz na zawsze. Jak mówi legenda, Sems-i Tebrizi pewnego dnia został wywołany z pomieszczenia, w którym przebywał z Rumim i już nigdy nie wrócił. Ile by nie było prawdy w tej historii, faktem jest, że pewnego dnia derwisz zniknął, najprawdopodobniej zamordowany z polecenia jednego z synów Rumiego. Jego zniknięcie spowodowało, że Mevlana, który już wcześniej wielbił miłość i Boga poprzez poezję, oddał się całkowicie literackiej twórczości. Z tego okresu pochodzą jego najważniejsze dzieła (a jest on uważany za jednego z najwybitniejszych sufickich i w ogóle muzułmańskich poetów), w szczególności poemat Masnavi-e Maanavi, w sufizmie uważany za święta księgę, drugą co do ważności po Koranie.

IMGP2060

W Konyi wylądowaliśmy rano. Nocny autobus z Istambułu jechał zdecydowanie krócej niż przewidziano w rozkładzie (jest to typowa cecha nocnych autobusów w Turcji), przez co nasz plan na wyspanie się w trasie nie powiódł się. Ponieważ główny punkt naszego sylwestrowego programu zaplanowany był na godzinę 20, pozostało nam pełne czternaście godzin na zwiedzanie Konyi. Co prawda miasto, oprócz miejsc związanych z Mevlaną, nie ma zbyt wiele do zaoferowania jeśli chodzi o atrakcje, ale samo w sobie ma przyjemny klimat, poza tym było to pierwsza turecka miejscowość, którą przyszło nam odwiedzić po wyjeździe ze Stambułu. Oprócz wspomnianego już muzeum, w Konyi warto obejrzeć wystawę ceramiki znajdującą się w budynku dawnej seldżuckiej szkoły religijnej (Karatay Medrese) oraz wspiąć się na kopiec Alaeddin Tepesi, z którego rozciąga się widok na miasto. Dalej pozostaje spacerowanie po uliczkach zabytkowego centrum, spożywanie tureckich specjałów i buszowanie wśród stoisk wielkiego targowiska jakim jest cała Konya (jak chyba zresztą wszystkie tureckie miasta).

IMGP2047

Mistyczna aura otaczająca Mevlanę powodowała, że coraz liczniej gromadzili się przy nim uczniowie, którzy wkrótce uznali go za osobę świętą. Po śmierci Rumiego (17 grudnia 1273) w Konyi powstał zakon derwiszy, nazwany od imienia swojego patrona zakonem mewlewitów. Kontynuując tradycję rozpoczętą przez swojego mistrza derwisze oddawali się mistycznym obrzędem, spośród których najbardziej charakterystycznym był wirujący taniec naśladujący ruchy ciał niebieskich, mający na celu pobudzenie ludzkiej duszy do głębszej miłości do Boga. Odpowiednie ułożenie rąk – jedna z dłonią skierowaną do góry, druga z dłonią skierowaną w dół – pomagało w kontakcie tego co boskie (Allaha) z tym co przyziemne (człowieka). Zakon przetrwał do roku 1925, w którym Atatürk, w ramach wdrażania świeckości państwa tureckiego, nakazał jego rozwiązanie (podobnie jak i innych zakonów, ale o tym w jednym z kolejnych wpisów).

Tradycja mewlewitów przetrwała do dziś, zaś sam Rumi otoczony jest wręcz kultem. Jego dzieła analizowane są równie dogłębnie jak Koran, a jedna z miejscowych uczelni zajmuje się nauczaniem filozofii Mevlany. Przed każdym pokazem obrzędu Sema (w skład którego wchodzi właśnie taniec wirujących derwiszy) można również załapać się na gościnny wykład jednego z miejscowych profesorów, który z zaangażowaniem godnym religijnego fanatyka przekonuje, że nauki Rumiego są jedyną prawdą na świecie. Robi to co prawda dość sympatycznie, ale po angielsku, w związku z czym nieliczna widownia utrudnia strategiczne zajęcie pozycji poza salą wykładową.

IMGP2274

W dzisiejszych czasach Sema ma w sobie więcej z występu kulturalnego niż prawdziwego transu modlitewnego, o czym świadczy chociażby miejsce spektaklu – miejscowy dom kultury (bądź hala sportowa – nie udało nam się dojść do porozumienia w tej sprawie). Co prawda pokazy takie odbywają się też w innych miejscach w Turcji, chociażby w Stambule, ale nas jakoś bardziej przekonywało zobaczenia występu w miejscu, w którym tradycja Semy się narodziła. Jak to wygląda? Zobaczcie sami. Poniżej kilka zdjęć i krótki film pokazujące wybrane części obrzędu. I uprzedzając pytania w komentarzach – nie do końca wiem jak to możliwe, że po kilku minutach nadal są w stanie wirować, a nie leżą wszyscy na parkiecie z zawrotami głowy. Są różne teorie na ten temat. Jedna z nich mówi o odpowiednim kącie nachylenia głowy w stosunku do osi ziemi, inna jeszcze o zamkniętych oczach i utrwalonym w pamięci widoku kciuka lewej ręki. Interesujące…

IMGP2337

IMGP2404

IMGP2429

 

Pokaz Semy (zainteresowani mogą znaleźć szczegóły oraz więcej o osobie Mevlany tutaj) wywarł na nas naprawdę duże wrażenie. Mimo bardziej kulturalnego niż religijnego charakteru widać było, że wiele osób na widowni odczuwa mistyczną aurę obrzędu (aby być bardziej przekonywującym dodam, że byliśmy tam jedynymi osobami bez tureckiego paszportu). Uczciwie można powiedzieć, że to jeden z bardziej zakręconych Sylwestrów, jakie do tej pory spędziliśmy. A jak świętowaliśmy nadejście Nowego Roku? W nocnym autobusie do Denizli. Colą zamiast szampana. I nie doczekaliśmy do północy…