Przyroda USA: Kanion Antylopy

Wszystko było fajnie, gdy to Ufal miał wybrać swoje ulubione przyrodniczo miejsce w USA. Ale teraz, gdy przyszła pora na mnie długo się zastanawiałam które wyróżnić. Nasz wspólny wybór - Arches już zajęty, więc co tu robić?

mapa.jpg

Z łatwością ograniczyłam wybór do trzech: kanionu Antylopy, Bryce i Canoynlands. Z bólem serca odrzuciłam Bryce, chociaż chciałabym jeszcze do niego wrócić, bo światło wieczorne nigdzie nie jest tak nastrojowe jak tam. Tylko spójrzcie:

_IGP8097

W zestawieniu Canyonlands i Antylopy ostatecznie odrzuciłam ten pierwszy – i właściwie to nie wiem dlaczego, bo tam wróciłabym najchętniej spośród wszystkich odwiedzonych miejsc. To tam właściwie zrozumiałam jak potężna jest przyroda Utah i jaką satysfakcję sprawiłoby mi pokonywanie kolejnych dni trekkingu do grzbietu kanionu. Tu wspomnienie:

_IGP8638

Cóż, ostatecznie mój numer jeden padł na kanion Antylopy. Trochę też dlatego, że jest zupełnie inny niż wszystkie pozostałe miejsca i skusiła mnie chęć opowiedzenia Wam jak ono naprawdę wygląda. Bo słyszy się, że to jedno z najbardziej wyjątkowych i mistycznych miejsc na Ziemi. Cóż, po części tak jest, ale od początku.

_IGP0124-2

Po pierwsze to miejsce leżące na obszarze należącym do Indian Navajo. Indianie uważają kanion za swoją świątynię, a smugi światła pojawiające się w nim w południe (zwane „wodą biegnącą przez skały„) za łączące ich z duchami przodków. W rzeczywistości jednak nie można się oprzeć wrażeniu, że mistyczne dla Indian są w większej mierze zielone banknoty z nie zawsze uznawanymi przez nich prezydentami USA. Ich kult rozpoczyna się już od nieuzasadnionej opłaty za pobyt pod budką z biletami wstępu (6$). Tam z kolei można dostać oczopląsu widząc cennik, w którym bilet godzinny kosztuje tyle, co półroczny karnet dla 4 osobowej rodziny na wszystkie parki narodowe USA (40$). Oczywiście pod warunkiem, że zdecydujemy się na wariant podstawowy a nie foto-ekspedycję (80$).

_IGP9919

Po dojechaniu jeepem na miejsce (napiwek dla kierowcy wskazany) okazuje się jednak, że opłata zawiera w sobie wiele nieoczekiwanych rzeczy. Na przykład naukę ustawiania parametrów aparatu tak, aby zdjęcie było podobne do tego, które można znaleźć w internecie :-) Nie mówię już o grupie fotograficznej, która ma specjalnego przewodnika przecierającego obiektyw pędzelkiem jak tylko się zakurzy! A kurzu w kanionie co nie miara za sprawą sekretu słynnych smug światła widocznych w kanionie – otóż, powstają one z ciężkiej pracy Indian w podrzucaniu piachu ponad głowy zaczarowanej widowni :-) W ten sposób zarówno fotograf jak i obiektyw mogą nabawić się pylicy, ale kto by się tym przejmował patrząc na efekty!

Ale z drugiej strony trzeba uczciwie powiedzieć, że to miejsce, spotkanie z Indianami, z taką niezwykłą presją czasu, tłumem, tłokiem i hałasem jest jedyne w swoim rodzaju. Nigdzie indziej na trasie Utah i Arizony nie znajdziecie takiego miejsca. Zarówno przyrodniczo jak i kulturowo jest jakby wycięte z kraju zwanego USA. I to mi się bardzo podobało! Podobnie jak sam spacer po kanionie – co tu dużo mówić, przeciskanie się wąskimi korytarzami po dnie wysokiego na kilka metrów kanionu, oświetlonego tylko wąskimi smugami światła daje wrażenie bycia odkrywcą i ma coś z Indiana Jones ‚a! Nie mówię już o wrażeniach fotograficznych – kanion jest niezwykle plastyczny, z niewyobrażalną ilością odcieni i przecudowną grą świateł ilekroć słońce wychodzi zza chmur.

_IGP9676

_IGP9197

_IGP9180

_IGP9293

_IGP9659

_IGP9488

_IGP9206

_IGP9604

_IGP9379

_IGP9856

_IGP9897

_IGP9789

Po wizycie w rezerwacie Indian poczuliśmy z nimi niesamowitą więź, która inspirowała nas w dalszej drodze. Ufal dał jej wyraz w tańcu.