Przyroda USA: Arches

Cóż, nie zawsze udaje się realizować plany. Czasem wszystko się wali, przekręca czy przesuwa. My zdecydowanie mamy więcej szczęścia do wyjazdów niż powrotów. Wychodzi na to, że trzeba być pokornym i elastycznym. W związku z tym od dziś zaklinamy rzeczywistość, praktykujemy po raz kolejny porady z naszego własnego wpisu i idziemy do przodu! A tempo jak zwykle jest! Za 4 dni ruszam sama do Albanii i Macedonii, a za 3 tygodnie pakujemy sprzęt na nurkowanie wokół Sulawesi. W Indonezji posiedzimy… do września!

W związku z tym, że czas do kolejnych wyjazdów nam się nieco skrócił, to postanowiliśmy opowiedzieć Wam w pierwszej kolejności o naszym TOP3 jeśli chodzi o parki Utah i Arizony. TOP3 będzie jednak nietypowy, bo najpierw TOP wspólny, potem TOP Ufala a na końcu mój. Ciekawa jestem czy się domyślacie, które zrobiły na nas największe wrażenie?

mapa_thumb.jpg

 

Zdecydowanie parkiem, który obojgu nam niesamowicie zaimponował jest Arches National Park i to jego wybraliśmy w drodze dyskusji jako wspólny numer 1. Powiem szczerze, że dużo sobie po nim obiecywałam czytając relacje przed wyjazdem, ale też miałam olbrzymią tremę fotograficzną – oto jestem w miejscu, w którym zjeżdżają się najlepsi fotograficy przyrody, zrywają się o świcie i siedzą do nocy, aby fotografować łuki w każdym świetle i scenerii. No i jestem tu z aparatem, nieprzetestowanymi jak dotąd obiektywami, bez statywu, bo ten z przejęcia zostawiłam na lotnisku w Filadelfii i cierpliwie czeka w biurze rzeczy znalezionych… Nie będę się jednak z nikim ścigać, chcę się napatrzyć na to, o czym całe życie marzyłam i sfotografować to, co mnie urzekło.

Arches jest przepięknie położony, wjeżdża się do niego po stromym wzgórzu na wyżynę, z której rozpościera się widok na istny festiwal skał w przeróżnych kształtach i wymiarach. To niesamowite co natura zrobiła z tymi piaskowcami – wyrzeźbione maczugi, fałdy, bąble, wąwozy, okna i łuki skalne. Cudowność w mikro i makro skali (pamiętacie zdjęcia ze wspinaczki? To też Arches!). Trasa widokowa samochodem z jednej strony nas zachwyca, ale z drugiej przygnębia – zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy tu tak krótko i jeszcze przed zobaczeniem pierwszego łuku ubolewamy, że to miejsce trzeba będzie opuścić w niedosycie. Jednogłośnie podejmujemy decyzję o zaprzestaniu spania na czas pobytu – i tak nasz nocleg jest wielką porażką – w związku ze Świętem Pamięci nie ma miejsc NIGDZIE oprócz dziwnego zapylonego kempingu z tranzystorami.

_IGP8892

_IGP9003

_IGP9012

_IGP9018

_IGP9034

_IGP8929

_IGP8879

_IGP8819

Pobyt zaczęliśmy od wizyty w parkowym visitor center (nota bene cudowna instytucja – dzięki niej nawet jak się ma w parku 3h to można zobaczyć to, co najlepsze na dany moment). Tam, otrzymaliśmy garść profesjonalnych porad od rangerki oraz… listę łuków oświetlonych odpowiednio popołudniowym lub porannym światłem! No po prostu raj fotograficzny! Skrzętnie wytyczyliśmy trasę, obładowaliśmy się wodą („pij galon na dzień i obserwuj mocz, żeby nie dostać odwodnienia„) i ruszyliśmy na podbój.

W trakcie dwóch dni dotarliśmy do kilkunastu łuków, wspięliśmy się super nasłonecznioną trasą do ponoć najpiękniejszego z nich (zgadnijcie który!) i co najważniejsze – udało nam się wstać o 4 rano i zobaczyć największy łuk będący jednocześnie bramą do absolutnie zachwycającego trekkingu „Devil’s Garden”. Trekking co prawda łatwy nie jest – wspinaczka i siódme poty w pakiecie z 6 godzinnym marszem gwarantowane, ale co krok to piękniej. Uroczo dziurawe skały i zasuszona roślinność, którą pokonał tutejszy wiatr i upał, zrobiły na mnie największe wrażenie. A w nagrodę zobaczyliśmy w ostatnim momencie oświetlony porannym słońcem podwójny łuk.

Generalnie w Arches przekonałam się, że do każdego z łuków trzeba się osobno pofatygować, ale polowanie na nie może być wciągające. Mimo niemiłosiernego upału człowieka ciągnie, aby zobaczyć kolejny – bo każdy z nich jest wyjątkowy – a to najdłuższy, najwyższy, potrójny, złamany, albo jedyny, na który można wejść. Jednocześnie łuki zaskoczyły mnie swoimi rozmiarami, jakoś wyobrażałam sobie, że są dużo mniejsze. Stojąc pod nimi czułam się jakbym stała pod wieżowcem na Manhattanie. Jeśli przyroda potrafi zrobić dziurę w skale o długości 80m, to ja z nią walczyć nie będę. Z drugiej strony wydaje mi się, że nie tylko dla łuków warto przyjechać do Arches – ta ostoja gigantów robi wrażenie swoją majestatycznością i jeśli ktoś z Was się wybiera, to ja chętnie dołączę po raz kolejny!

_IGP8654

_IGP8672

_IGP8731

_IGP8684

_IGP8721

_IGP9049

_IGP8740

_IGP8711

_IGP8697

_IGP8744

_IGP8855

_IGP8946

_IGP8897