Nowojorskie Multi Kulti + KONKURS

To co najbardziej fascynuje mnie w Nowym Jorku to wielokulturowość. Miasto nazywane jest stolicą świata i to nie tylko pod względem gospodarczym.  Mówi się tutaj 170 językami, są 52 grupy etniczne, a około 40% mieszkańców urodziło się za granicą. Jadąc metrem trudno spotkać dwie obce osoby z tego samego kręgu kulturowego siedzące obok siebie. Do tego dochodzi prawie 200 tytułów prasowych ze wszystkich krajów świata, galerie i projekty uliczne wspierające różnorodność Wielkiego Jabłka. Wszystko miesza się w olbrzymim tyglu kulturowym, w którym jednak dobry obserwator jest w stanie wyróżnić małe lokalne społeczności zebrane wokół miejsc i wydarzeń.

untitled-8604

Wszystko zaczęło się od tego, że na początku mojego pobytu w Nowym Jorku trafiłam do kultowej księgarni Strand, gdzie wręcz czekała na mnie książka o małych społecznościach Nowego Jorku. Ok, wiedziałam przed przyjazdem, że jest Chinatown, polski Greenpoint czy latynoski Harleem. Ale “Mała Korea” czy “Mała Odessa” to już fascynujące odkrycia. Yehuda, u którego mieszkaliśmy podsycał tylko moją ekscytację i na wzajem wręcz wyrywaliśmy sobie tą książkę z rąk :-) On zafascynowany Małymi Karaibami, ja ruchliwym Chinatown.

IGP5744.jpg

Na początku miałam nadzieję, że zdążę zobaczyć wszystkie 20 miejsc i śladami autorów książki – tu coś zjem, tu pogadam, tam wejdę do galerii. Udało się częściowo (w następnym wpisie napiszę dlaczego), a najciekawsze dowody poniżej:

 

Greenpoint “Little Poland”

Przed przyjazdem do Nowego Jorku polska dzielnica kojarzyła mi się przede wszystkim ze sklepami z kiełbasą i piosenką o ciężko pracującej Natalii z Brooklynu. Kiedy tam pojechałam byłam bardzo pozytywnie zaskoczona – polskie sklepy mięsne są i owszem, można w nich kupił “pół funta cielęcinki” czy pętko suchej krajowskiej, ale jest też mnóstwo knajp i restauracji. Odkąd mniejszość polska nieco rozproszyła się po Nowym Jorku Greenpoint stał się trendy lokalizacją z loftowymi mieszkaniami, winiarniami i świetnym pieczywem. Na ulicach słychać jednak ciągle język polski, co nie ukrywajmy wzrusza i zachęca do wejścia w pogawędkę :-)

untitled-9805.jpg

untitled-9763.jpg

untitled-9785.jpg

Małe Karaiby

W zasadzie mogłabym od nich zacząć, bo to właśnie w Little West Indies przyszło nam spędzić pierwsze dwa miesiące. Dzielnica karaibska co prawda koncentruje się bliżej brooklyńskiego Flatbush Ave, ale i do nas dochodziła muzyka jamajska, a gwatemalskie biżuterie można było kupić tuż pod domem. Jeśli tylko uda Wam się wygospodarować czas na Małe Karaiby, to koniecznie zajrzyjcie do Caton Market – w niepozornym blaszaku poczujecie się jak na wiejskim straganie – flagi, cekiny, złote czapki, zapachy przypraw korzennych, muzyka reggae…

IGP2920.jpg

untitled-0787.jpg

untitled-7539.jpg

untitled-7552.jpg

 

Mały Jeruzalem

Nowy Jork jest obecnie największym skupiskiem Żydów poza Izraelem i ta społeczność z uwagi na wyróżniający się strój jest  widoczna. Aby poczuć jednak klimat i spróbować tutejszych wypieków wybrałam się do Borough Park, który jako jeden z nielicznych oprócz sklepów i restauracji ma też do zaoferowania muzea, synagogi czy galerie. Przyznam szczerze, że  nie byłam tam mile widzianym gościem, a mój aparat tym bardziej. Być może dlatego, że okolica jest bardzo monokulturowa, spotkałam tam głównie młode kobiety z dziećmi, w większości w tradycyjnych strojach, więc trudno się było wmieszać w tłum. Nikt też nie chciał ze mną pogadać, nie potrafił mi nic opowiedzieć, nawet w sklepach czy księgarniach. Może też zaważyła płeć. Przykro, ale też staram się uszanować sytuację tym bardziej, że spacerując tam miałam wrażenie jakbym weszła do czyjegoś domu – to bardzo prywatne miejsce, w większości Żydzi żyją tutaj w niewielkich domach w bliskiej relacji z sąsiadami, więc na ulicach jest bardzo domowa atmosfera.

untitled-0790.jpg

untitled-0796.jpg

untitled-0863.jpg

untitled-0894.jpg

untitled-0896.jpg

untitled-0908.jpg

untitled-0919.jpg

 

Nie mniej jednak jeśli chcecie doświadczyć spotkania z tą kulturą żydowską to gorąco polecam wizytę w jednym sklepie na Manhattanie. Tak, w sklepie! Jak weszłam do B&H Photo-Video po powrocie z Little Jerusalem to zrozumiałam, gdzie byli w tym czasie wszyscy mężczyźni :-) Miejsce jest esencją żydowskiej tradycji kupieckiej, a perfekcyjna logistyka sklepu nie pozwala się nudzić żadnemu ze stu pracowników. Absolutny kulturowy must see :-)

 

K-town

Dzielnica koreańska to największe odkrycie kulinarne naszego wyjazdu do USA. Dotarliśmy tam przypadkiem szukając alternatywy dla chińszczyzny i pizzy (nie oszukujmy się, amerykańskie jedzenie nie jest wybitne). Najpierw były wielkie miski z bibimbap – warzywa z ryżem, jajkiem i chilli, potem zaczęliśmy testować wszystko, co jest w menu. I ze zdziwieniem odkrywaliśmy niesamowite połączenia smaków, koreańskie wersje sushi, placki krabowe, kapustę kimchi, ryby marynowane i wszystko inne na co brakowało nam już miejsca w żołądku. Za naszą ulubioną okrzyknęliśmy knajpę Woorijip, przez którą nie poszliśmy raz do METu, bo nam się zeszło na tutejszych sałatkach.

untitled-8134.jpg
untitled-8120.jpg

untitled-7842.jpg

untitled-7960.jpg

untitled-7722.jpg

KONKURS

Jak wiecie na blogu rzadko pojawiają się reklamy, ale to nie znaczy, że nie współpracujemy z firmami. Staramy się tak działać, aby działo się coś ciekawszego niż tylko zamieszczanie banerów. Tym razem za sprawą wyjątkowej współpracy z portalem kuponów zniżkowych CupoNation.pl i Fotobum.pl ogłaszamy konkurs, w którym nagrodą będzie odnaleziona przez nich książka “New York: The big city and its little neighborhoods” autorstwa Naomi Fertitty, z którą biegałam w poszukiwaniu wielokulturowości Wielkiego Jabłka.

_IGP2848

Tak więc moi drodzy, ogłaszam pytanie konkursowe:

Którą z lokalnych społeczności Nowego Jorku odwiedzilibyście najchętniej i dlaczego?

Oczywiście nie musicie się ograniczać do tych opisanych powyżej. Wpisujcie swoje odpowiedzi w komentarzach do piątku do północy, a my w sobotę rano ogłosimy zwycięzcę, do którego poleci nie tylko książka, ale też kupon na 100 odbitek fotograficznych.

Powodzenia!