Odessa – po schodach do kultury

Wiedziałyśmy, że pomysł na Odessę to pomysł na maraton. Najpierw 12h w pociągu nocnym (to nawet nie była płackarta), potem 13h na zwiedzania, a na koniec kolejne 10h w pociągu nocnym. Czy było warto? No pewnie! Chociaż, hm, nie od razu…

Nie obiecywałyśmy sobie, że zwiedzimy każdy kąt, ale chciałyśmy jak najlepiej wykorzystać czas, który z trudem udało nam się wygospodarować. Jedna z nas marzyła o morzu i porcie, druga o filharmonii. Idąc więc w stronę morza i słynnych schodów, szukałyśmy Filharmonii Odeskiej. Wśród dziwnych, obdrapanych kamienic i klimatów rodem z PRL, co raz na Puszkińskiej wyłaniały się jakieś perły architektury na zmianę z supernowoczesnymi witrynami zachodnich butików. Do tego niektórzy ludzie potrafili mnie totalnie zaskoczyć, chociaż po chwili okazywało się, że przyglądają się jedynie jednej z odbudowanych kamienic przy Dieribasowskiej.

IMGP9656

IMGP9880

Po dotarciu do filharmonii i wejściu do środka gotowe byłyśmy zrezygnować z pomysłu kupowania biletów na koncert poświęcony twórczości Franciszka Liszta. Wszystko to za sprawą wystawy kotów, która akurat miała miejsce w holu! Byłyśmy zszokowane – u nas koncert jazzowy w Filharmonii Narodowej zapowiadany jest jako “nietypowe wydarzenie”, które od razu wywołuje dyskusje o przemijaniu czasu prawdziwych klasyków, a wystawa kotów ozdobnych? Nie muszę chyba dodawać, że wystawa połączona była z promocją akcesoriów i karmy dla zwierząt. Wstęp kosztował tyle, co połowa biletu na wieczorny koncert ;) Wybrałyśmy koncert.

IMGP9918

Dalej były wreszcie gigantyczne Schody Potiomkinowskie – symbol Odessy łączący port z centrum miasta. Zostały zaprojektowane tak, aby dawały iluzję większych i potężniejszych (zwężają się ku górze o ponad połowę), nazwane na część buntu na pancerniku Potiomkin. Raczej wielkiego wrażenia nie robią – są w zasadzie wielką górą granitu pełną turystów i naganiaczy. Jak spojrzę jednak na zdjęcia, to trzeba im oddać, że fotogeniczne były.

IMGP9829

IMGP9744

IMGP9740

IMGP9775

Gdy dzień się kończył, a my odpuściłyśmy sobie kolejne “główne” atrakcje i zaczęłyśmy zbaczać z deptaków, miasto robiło się coraz bardziej urokliwe – małe kawiarenki z pysznymi babeczkami, dziwne sklepiki lokalnych artystek, podpici grajkowie uliczni, zamrożone syroki*, śmiesznie podświetlone drzewa i ulice… Jakoś to wszystko nas ujęło i już siedząc przy kawie żałowałyśmy, że trzeba będzie po koncercie wracać. I wtedy doszłyśmy do wniosku, że może by tak jeszcze bardziej ten wieczór ubarwić. Zaszłyśmy do Teatru Opery i Baletu, rozszyfrowałyśmy z cyrlicy zapowiedź o Carmen i pojawił się błysk w oku – Idziemy!

Plan był więc taki – najpierw do filharmonii, potem biegiem na balet – tu trochę wyjdziemy wcześniej, tam się troszkę spóźnimy i będzie super! W filharmonii wystarczy zatkać nos, przedostać się przez dziesiątki klatek z kotami i schodami na górę. Tam klimat, no, co najmniej nietypowy – siedzi tłum ludzi w kurtkach w pięknej, choć podniszczonej sali i czyta gazety, gaworzy, szuka sobie miejsca… Trochę jak na dworcu. Do tego stroju zupełnie dowolne – od codziennych po balowe (nasze polary były jak najbardziej do przyjęcia). Potem dopiero dowiedziałyśmy się, że na Ukrainie na kulturze się oszczędza – nie ma pieniędzy na szatniarki, na remont i na ogrzewanie… Za to bilety są tanie i naprawdę ludzie w każdym wieku i o bardzo różnej zasobności portfela są w stanie z kultury korzystać.

IMGP9913

Z Filharmonii Odeskiej do Teatru Opery i Baletu idzie się 10 minut (biegnie 5), ale różnica taka, jak między Ukrainą a Stanami Zjednoczonymi. Niesamowita architektura, piękne detale, wspaniale odrestaurowana sala widowiskowa. Istny pałac sztuki! Nie muszę chyba dodawać, że znane ze swojego perfekcjonizmu i lekkości występy grup baletowych ze Wschodu zrobiły na nas ogromne wrażenie. Mimo że obejrzałyśmy repertuar zachodni.

IMGP9957

Jak miałabym powiedzieć jednym słowem, jakie wrażenie zrobiła na mniej Odessa, to powiedziałabym – dziwna. Ale jednocześnie, jak miałabym zdecydować czy tam wrócę, to bez wahania jednym słowem odpowiadam – TAK.

* Syroki to pyszne ukraińskie serki twarożkowe oblane czekoladą, sprzedawane zmrożone.