Ufale w sanatorium

Pora na urlop. Miłe są wyjazdy zawodowe i półzawodowe, ale jednak nie ma to jak wakacje! W tym roku jak wiecie mieliśmy wiele ambitnych planów na lato. Każde z nas stworzyło długą listę marzeń i powoli próbowaliśmy sklecić z nich scenariusz wyjazdowy – „Ufale na Karaibach”, „Ufale na Kaukazie”, „Ufale w Mongolii”… Kiedy jednak rzeczywistość spłatała Ufalowi figla, cieszyliśmy się z naszej opieszałości. Wszystkie bilety lotnicze trzeba by było bowiem zwrócić.

Szczęśliwie Ufal wraca do zdrowia i zaczęliśmy na nowo zastanawiać się nad uratowaniem wyjazdu włączając warunki postawione przez rehabilitanta – dużo leżenia, pływania i ćwiczeń. Kierunek uzależniliśmy od kondycji Ufala tuż przed wyjazdem i trochę też od prognozy pogody ;). Decyzja o wyjeździe zapadła w dwa dni przed planowanym terminem. I tak oto przystąpiliśmy do realizacji projektu, który zważając na nasze dotychczasowe podróże, można nazwać:  “Ufale w sanatorium”.

 

Jechaliśmy trzy dni zatrzymując się na ćwiczenia i regenerację sił…

IMGP5625

 

… na najlepsze owoce morza w mieście…

IMGP5680

 

… na snorklowanie…

P1000425

 

… na podziwianie widoków…

IMGP5634

 

… aż wreszcie dotarliśmy na miejsce:

IMGP5669

 

Jak możecie się domyślać, zdecydowaliśmy się na kierunek południowy. Chorwacja, w której Asia spędziła w tym roku już 1,5 miesiąca, również na tą okazję wydawała się nam najlepsza. Tymbardziej, że południowe jej krańce umożliwiają zajrzenie także do Czarnogóry i Bośni.

O cudownym miejscu, w które trafiliśmy przez zupełny przypadek i uczyniliśmy naszą bazą wypadową na pierwsze dni, już w kolejnym wpisie.