Tioman bez plażowania

Co robić na rajskich plażach, jeśli nie jest się fanem opalania? Czy w ogóle warto jechać wtedy na Tioman? Zadawaliśmy sobie te pytania kilka razy w drodze z dżungli na wybrzeże. No, można jeść świeże ryby, można pływać w morzu południowochińskim, można czytać książkę… Problem w tym, że wszystkie książki już dawno przeczytaliśmy, ryb mamy po dziurki w nosie, a ile można pływać? Sześć razy dziennie po godzinie to nadal tylko cząstka doby a poza tym duża szansa na udar.

Mając ochotę na plaże tylko dla siebie zdecydowaliśmy się jednak wybrać takie miejsce na wyspie, w którym tłumów nie będzie. A wymaga to decyzji w ciemno, bo prom opływa zachodnie wybrzeże Tiomanu, wysadza pasażerów w kolejnych punktach oddalonych od siebie o kilka kilometrów i w zasadzie na tym kończy się tani transport po wyspie. Doszliśmy więc do wniosku, że w związku z aktualnie odbywającym się świętem narodowym i zakończeniem ramadanu, największe szanse na ustronne chatki nad morzem bez wcześniejszej rezerwacji mamy po wschodniej stronie wyspy we wsi Juara. Trzeba tam bowiem dotrzeć 7km na piechotę przez dżunglę (3h) lub drogim jeepem, co skutecznie odstrasza wielu turystów.

Na miejscu rzeczywiście tłumów nie widać, a plaża południowa, którą wybraliśmy, to już zupełne odludzie. Tylko my, mieszkańcy i właściciele chatek bełkoczący coś o cudownym świecie pełnym miłości oraz żółwie. Miejsce idealne, o jakim się marzy, biały piasek, turkusowe morze.

IMGP5834

Po wstępnym rozeznaniu się w możliwościach spędzania czasu na wyspie, pojawiło się kilka niezłych opcji i jedna miażdżąca wszystkie – KAJAK! Wspaniale, kajakiem po morzu, w Malezji! Wspaniale! Ufal, wiedziałam, wspaniale! Powtarzałam jak mantrę w drodze do wypożyczalni. Na miejscu piękne kajaki, błyszczące wiosła, juz widziałam jak wiosłuję i w przejrzystej wodzie szukam rybek… Do pionu postawił mnie właściciel, który stwierdził, że nie wypożyczy. JAK TO NIE WYPOŻYCZY? robię oczy na Ufala, który poszedł rozeznać się w opcjach. Nie wypożyczy, bo to kajaki na jeziora i są za duże fale. Trzeba czekać, aż się morze uspokoi i wiatr ucichnie. Pan kazał przyjść za kilka godzin lub następnego dnia.

No i wtedy zaczęło się wypełnianie czasu. Nie dość, że przyjemne, to jeszcze z dreszczykiem, bo z ciągłą nadzieją na kajakowanie. Co można zatem robić przez 4 dni czekając na kajak?

 

Można poznawać wioskę

To pierwsza opcja, która przyszła nam do głowy, ponieważ w Juarze jest jedna droga, wyglądająca raczej jak szerszy chodnik, a dodatkowo nasza chatynka znajduje się na jednym jej końcu. Dodatkowo wioska usytuowana jest między plażą a dżunglą, co zmusza ludzi do radzenia sobie jednocześnie z silnym wiatrem, dużą wilgotnością i wszelkimi zwierzętami przybywającymi z obu stron. Stąd domy na palach i wypielęgnowane, gęste żywopłoty.

Spacerowanie w tą i z powrotem umożliwia poznanie praktycznie wszystkich mieszkańców Juary, gdyż zdecydowana większość domów znajduje się przy drodze, a jednocześnie ludzie spędzający czas przed domami witają się i zagadują przechodniów. Ci, których nie widać przy drodze, zapewne spędzają czas na długim pomoście wychodzącym w morze, pełniącym rolę naszych dworców kolejowych. Miejsce idealne dla lokalsów – lazurowa woda pod nogami, cień i poczucie bycia poza domem.

IMGP5457-1

IMGP6186

IMGP5465

IMGP6178

IMGP6194

Można świętować koniec ramadanu

Koniec ramadanu to czas radości i spotkań z bliskimi. Wszyscy polecają spędzać go w jakimś wielkim mieście, gdzie obchodzony jest w sposób widowiskowy. Okazuje się jednak, że na Tiomanie też można poczuć tą atmosferę, a dodatkowo być zaproszonym do udziału w biesiadzie. Po porannej modlitwie w dzień Idul Fitri wystrojeni mieszkańcy Juary odwiedzają się w domach przynosząc dzieciom słodycze. Sami zaś częstują się przygotowanymi przez gospodarzy licznymi potrawami, po czym po pół godzinie miłej rozmowy udają się do kolejnego domu. Wygląda trochę jak śniadanie wielkanocne. Do wczesnego popołudnia można więc spotkać kilkakrotnie tych samych spacerowiczów (choć częściej poruszających się na motorach) w różnych domach. Niezwykle przyjemne doświadczenie.

IMGP5490

IMGP5469

 

Można ratować żółwie

W Juarze na “naszej” plaży żółwie zielone składają swoje jaja i miałyby się zupełnie dobrze, gdyby nie lokalsi, którzy je wykradają na sprzedaż. W związku z tym, w celu ochrony gatunku, powstał tu Juara Turtle Project – ośrodek zrzeszający wolontariuszy głównie z Europy, Stanów Zjednoczonych i Australii. Każdej nocy przeszukują oni plaże i po znalezieniu jaj zakopanych przez żółwicę, odkopują je, przenoszą do ochronki, a po wylęgu wypuszczają maleństwa z powrotem do morza. Praca wolontariuszy, to jak zabawa w kotka i myszkę z kłusownikami – kto pierwszy znajdzie jaja żółwie ten wygrywa. I to doceniam, podobnie jak zaangażowanie tych młodych ludzi. Jednak totalny chaos organizacyjny, jaki tam panuje, brak pomysłu na rozwinięcie projektu i bezradność wolontariuszy nie pozwalająca im na upomnienie się o opłaty wstępu – tego nie rozumiem.

IMGP5521

IMGP5545

Można oswajać małpy

Jakąś taką dziwną popularnością wśród mieszkańców Indonezji i Malezji cieszy się trzymanie na podwórku małp na łańcuchu. Ci mniej uświadomieni mówią bez skrępowania, że małpy są zabawką dla dzieci. Ci bardziej świadomi opowiadają, jak to je uratowali od zagłady. W naszym hostelu też spotkaliśmy takie dwie małpy Cintę i Endona, jednak te obydwie były ranne, co w większym stopniu uzasadnia ich niemożność życia na wolności. Obie, jak mają dobry humor, są skore do zabawy, chętnie podrapią Cię po głowie i czekają aż odwdzięczysz się tym samym. Nie da się ukryć, że pozostają jednak dzikimi zwierzętami.

IMGP6103

Można kibicować siatkarzom nożnym

Powiem szczerze, że za wiele nie spodziewałam się po ambicjach młodzieży z tej małej wysepki, dlatego tym bardziej zszokował mnie mecz siatkówki nożnej (o ile taka nazwa istnieje), zwanej tutaj takro. Sport to zupełnie nietypowy, zawodnicy nogą lub głową muszą przerzucać piłkę na drugą stronę siatki. Gra się podobnie jak w siatkówce do trzech rzutów, set do 15 punktów. Dodam, że serwis także wykonywany jest nogą, podobnie jak blok, który niejednokrotnie kończy się przewrotami w powietrzu. Bardzo żałuję, że chłopaki grają tylko wieczorami (ostatecznie obejrzeliśmy kilkanaście meczów) i nie da się ich “zamrozić” w bardziej widowiskowych pozycjach.

IMGP6380

IMGP5904

IMGP6482

IMGP6319

IMGP6588

Można odlecieć turbośmigłowcem

Niestandardową atrakcją Tiomanu jest możliwość przylecenia na wyspę samolotem podczas półgodzinnego widowiskowego lotu. W stolicy wyspy Tekek znajduje się bowiem międzynarodowe lotnisko, które nie wiele ma jednak wspólnego z oficjalnym przekraczaniem granicy i z terminalem lotniczym w ogóle. To niewielka wiata bez bocznych ścian, w której stoi prowizoryczne stanowisko odpraw, skaner, waga i okienko kontroli granicznej. Do tego tablica sucho ścieralna z informacją o godzinach przylotów i odlotów.

IMGP6624

Kontrola bezpieczeństwa również została potratowana prowizorycznie. Odprawiając się na przykład zostaliśmy poproszeni o zeskanowanie bagaży, po czym, jak gdyby nigdy nic wypuszczono nas na miasto z plecakami po zakupy. Sam lot to rzeczywiście niezłe przeżycie. Z uwagi na niewielkie rozmiary pasa startowego oraz góry znajdujące się tuż za nim, dopuszczone są tu jedynie turbośmigłowce. My akurat siedzieliśmy tyłem do kierunku jazdy (sic!), więc start mało nie wyrwał nam barków. Ale już same widoki (samolot leci bardzo nisko) są rzeczywiście super. Można zobaczyć dżunglę wchodzącą niemal na plażę i zmieniające się odcienie morza. Kilka zdjęć zza brudnego okienka poniżej.

IMGP6658

IMGP6662

36 tioman - singapur

Jak się łatwo domyślić, po świetnie spędzonych kilku dniach na wyspie nie nastąpiła ta szczęśliwa chwila, w której fale byłyby odpowiednie do kajakowania. Przeżyliśmy za to na zmianę trzy burze, wichury, ulewę i piekące słońce, po którym wyglądamy jak wypuszczeni z wędzarni. Obawiam się, że zmieniła nam się karnacja.