Biurokratyczne bzdury

Sa na uczelniach takie SPRAWY, których zalatwic sie nie da w zaden sposób. To chyba problem miedzynarodowy :) 

Od wczoraj próbuje sie wymeldowac z jednoczesnym prawem do zostania w pokoju do dnia wyjazdu (poniedzialek 5 rano). Biuro bowiem pracuje tylko w dni powszednie. W tym celu musze uzyskac podpis od opiekuna akademika, ze sie wyprowadzilam i nic nie ukradlam. Problem w tym, ze papier musze zaniesc do piatku, a wyprowadzic sie w poniedzialek. Niestety nie obylo sie bez trzepotania rzesami (Gocha, byl tusz!).
Umówilismy sie wiec z panem opiekunem, ze wpadne do niego dzis 13:30, on mi da na lewo podpis, po czym zaniose papier do biura i tam mnie oficjalnie wymelduja ok 13:50. Dzieki temu nie zdaza juz zameldowac nowej osoby (biuro pracuje do 14:00) i bede mogla zostac na weekend. No i zrobilam tak, jak wymyslilismy. Wszystko w wielkiej tajemnicy. Cala szczesliwa wrócilam do akademika, a tu… nie ma internetu! Odcieli mnie!!! Baba zdazyla to zrobic 5 minut przed wyjsciem na weekend! Co za swiat!

Ech, i pomyslec, ze ta ogromnie wazna SPRAWA zajela mi dzis caly dzieñ :-) Zdazylam na szczescie powysylac maile do Polaków bedacych tu na erazmusie. W koñcu trzeba zrobic impreze pozegnalna :-))) Ide wiec sie szykowac i mam nadzieje, ze jak wróce nad ranem, to nikt nie bedzie spal w moim lozku :-))