Serbskie góry – Tara i Zlatibor

Wracamy do Belgradu i do naszego wypadu w góry Parku Narodowego Tara oraz Zlatibor. Ten region to absolutny must see według każdego przewodnika po Bałkanach i, nie ma co ukrywać, w naszej opinii także. Przeznaczyliśmy na niego trzy dni – za mało, ale tylko tyle udało nam się wygospodarować. Na szczęście mieliśmy samochód, którym przydał się szczególnie kiedy chcieliśmy przejechać przez te wszystkie mrożące krew w żyłach serpentyny i odjechać na nocleg w tańsze, nieco oddalone od parku miejsca.

IMGP9154

Zgodnie z radą znajomych couchsurferów powinniśmy zacząć od Zlararu i Zlatiboru. Te dwa rejony o nieco niższych wzniesieniach cechuje bogata kultura i podtrzymywanie lokalnych tradycji. My jednak, spragnieni powietrza po wyjeździe z Belgradu, zdecydowaliśmy się najpierw na wysokie góry. Nie sądziliśmy jednak, że że góry okażą się aż tak dostępne – używając samochodu z dobrymi hamulcami można wjechać po szutrowych drogach na najwyższą przełęcz na Bałkanach. Co prawda pranie samochodu po takim wyjeździe obowiązkowe, ale rzeczywiście robi wrażenie!

IMGP9265

IMGP9278 IMGP9311

Zjeżdżając w dół warto zatrzymać się na rybę świeżo złapaną w najkrótszej rzece w Europie, tzw. rzece roku liczącej 365m długości. Rzeka ma tak duży spadek, że na tej niewielkiej odległości zmiesiła się jeszcze mała elektrownia wodna. W knajpie pzeokropnie głośno, ale pochwalić inicjatywę warto.

IMGP9190

Żeby z tego superturystycznego rejonu w supersezonie (jest serbski długi weekend) nie wyjść z kiepskimi wrażeniami decydujemy się na nocleg w przaśnej wiosce u przaśnej babuszki, która po twardych negocjacjach przyjmuje nas w swojej sypialni i częstuje rakiją, bez której chyba rzeczywiście trudno by nam było zasnąć ;)

IMGP9341

Kolejny dzień to wizyta w, jak to nazwała Dragana, Disneylandzie Kusturicy, czyli Drvengradzie. To, nie bójmy się wielkich słów, zaczarowane miejsce, w którym na potrzeby filmu (i jednej opcji politycznej, powiedzieliby nasi serbscy znajomi) powstała scenografia filmowa używana obecnie jako prezentacja kultury i tradycji serbskich a także jako baza noclegowa pod patronatem Unicef (sic!). Miejsce bardziej serbskie niż Serbia, disneylandzko przaśne, przesycone Kusturicą i jego wizją świata. Ufal, czy ten facet nie wygląda jak Kusturica? Kurcze, to chyba on! Pójdę zobaczyć na zdjęciach. Wracam – Wygląda podobnie, ale Ci wszyscy duzi i zarośnięci Serbowie są tacy sami. Poproszę o zdjęcie, zobaczę jak zareaguje. Wracam – Tak, to był on.

IMGP9364-2

IMGP9356-2

IMGP9462-2

IMGP9485-2

IMGP9543

IMGP9442-2

IMGP9545

Nie można jednak odmówić Kusturicy ciekawego projektu, którego Serbowie by się raczej nie dorobili biorąc pod uwagę fakt, że z natury są narodem wytrwale dążącym do celu, ale niezwykle powoli. Jako jeden z dowodów przedstawiam największą na Bałkanach katedrę św. Sawy mieszczącą się w Belgradzie – niezwykłe dzieło z białego marmuru, które trudno jednak nazwać katedrą, gdyż w środku od stu lat wygląda jak plac budowy.

Wracając jednak do Zachodniej Serbii, jedna ciekawostka z dziedziny starej myśli technicznej zwróciła naszą uwagę – kolejka w Mokrej Gorze tzw. kolejka pętelkowa, która wznosi się na wysokość blisko 2000 m.n.p.m. okrążając część gór “pętelkami” i resztę przecinając licznymi tunelami. Dwugodzinna przejażdżka raczej nie zdążyłaby nam się znudzić, ale nie mieliśmy okazji tego sprawdzić, gdyż w połowie drogi poznaliśmy wyjątkowych ludzi o tak zbieżnych z naszymi zainteresowaniach, że szykujemy się właśnie do wspólnego projektu ;) Nie ma to jak twórcza atmosfera pracy na 2km ponad poziomem morza.

IMGP9666

IMGP9695

W trakcie wyjazdu widzieliśmy także inne, nieco przereklamowane naszym zdaniem, atrakcje turystyczne jak jaskinia z największym wejściem, wieś Guća, w której jest fajnie tylko raz do roku w trakcie festiwalu muzycznego czy wąwóz z szybującymi drapieżnikami – taki europejski kanion Colca z kondorami, tyle że bez kondorów. Na miejsca te w mojej opinii szkoda czasu – nie dostają swoją serbskością do pięt choćby spacerom po Belgradzie.