Đavolja Varoš – serbski cud przyrody

Spontaniczna rozmowa z couchsurferką z Belgradu skłoniła mnie do tego, żeby po dłuuuugim wspólnym wieczorze wybrać się o 4 rano na serbsko-kosowską granicę w Góry Radan. Znajduje się tam bowiem niezwykły pomnik przyrody zwany diabelskim miastem, który był serbskim kandydatem do konkursu New Seven Wonders of Nature. Co dziwne, lokalni Serbowie za cud go raczej nie uważają.

Dojechać do Đavolja Varoš (czyt. Dżawolia Warosz) można jadąc na południe od Kursumliji przez kręte wąskie drogi, na których samochody mijają się wahadłowo. Bazą noclegową dla regionu jest wioska Prolom Banja, z której organizowane są samochodowe wycieczki pod bramę parku (nie kursuje tam żaden transport publiczny). Miał być także (przynajmniej teoretycznie) szlak pieszy przez góry. Jak wyczytałam to 10-kilometrowy dobrze oznaczony szlak ze stromymi podejściami i jednym zejściem na koniec. Niechcący zdradziłam się z pomysłem trekkingu kilku mieszkańcom pytając jak dojść do początku szlaku. Ku mojego ogromnemu zaskoczeniu byli tym pomysłem przerażeni, po burzliwej dyskusji uradzili, że nie mogę iść (!). Jak powiedziałam, że i tak idę, tylko potrzebuję kierunek, to zaczęła się lista dobrych rad. Rozmowa się przedłużała na tyle, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie chcą mnie przytrzymać tak długo, żebym na pewno nie zdążyła wrócić ;) Ostatecznie dostałam telefon do hotelu, w którym mówią po angielsku (tak w razie co) i przykaz, że mam uważać na spadające kamienie (?).

Przez pierwsze trzy godziny drogi nie widziałam żadnego kamienia ;) Podejścia były rzeczywiście strome, droga zajmowała mi więcej czasu niż przypuszczałam, ale przerywana była pięknymi polankami z nielicznymi domkami. Większość opuszczona. Na jednej polanie poznałam starszego pana, który napełnił mi butelkę wodą i pokazał swojego psa – Lunę. Potem widzieliśmy się jeszcze raz, bo Luna mu uciekła i chciała iść ze mną. Był jednak bardzo zdziwiony moją obecnością. Powiedział, że do Đavolja Varoš nikt jeszcze w tym roku nie szedł. Co za lenie z tych Serbów!

IMGP8882

IMGP8708

IMGP8749

IMGP8727

Niewiele dalej sprawa się jednak wyjaśniła. Zapytałam dwóch drwali czy daleko jeszcze, bo według czasu juz powinnam być w okolicy, a oni ”kilometrowy skok w dół i jesteś” i w śmiech (?). Za chwilę zobaczyłam ogromny dół, a zaraz po nim ten skok… Zsunęłam się najpierw mimowolnie dwa metry, potem zdałam sobie sprawę, że jestem na wielkim osuwisku i ta jazda po kamieniach to moja jedyna opcja do zejścia w dół. Od razu zrozumiałam co mi po serbsku próbowali wytłumaczyć na górze…

IMGP8760

IMGP8762

Po półgodzinnej zsuwce postanowiłam nie wracać tą samą drogą ;) Jednak jak tylko zobaczyłam diabelskie miasto, nie przeszkadzały mi już ani kamienie, ani kurz, ani palące słońce.

IMGP8785

IMGP8791

IMGP8779

IMGP8797

IMGP8800

IMGP8806

IMGP8814

Đavolja Varoš – 202 skalne piramidy z czapeczkami są pozostałością działalności wulkanicznej sprzed milionów lat. Powstały w wyniku erozji gleby i naprawdę robią wrażenie! Górna skała jest dużo odporniejsza na warunki atmosferyczne i chroni dolną część. Te z piramid, które straciły czapeczkę niszczeją momentalnie. Ten geo-morfologiczny fenomem z gór Radan to jedyne takie miejsce w Europie. Podobne zjawisko można zobaczyć w USA (tzw. “Gods Garden”).

Przewodniki opisują, ze wedle lokalnych legend diabelskie miasto, to kara diabła za to, że goście weselni chcieli ożenić siostrę i brata. Mieszkańcy jednak ich zupełnie nie potwierdzają, żaden z kierowców, który wziął mnie w parku na stopa, nigdy tam nie był, mimo że wstęp jest wolny. Mówią, że przyjechali kiedyś archeolodzy, orzekli, że tu pięknie i trzeba chronić zarówno piramidy, jak i czerwone źródło. Sprzedają więc wodę ze źródła mówiąc, że ma właściwości lecznicze (to akurat nie jest naukowo potwierdzone), ale opłaty za wstęp pobierać nie chcą, “bo komu by się chciało wejść jak trzeba płacić”.