Belgrad – miasto skrzywionej matematyki

Wylądowałam na lotnisku i pomyślałam, luz, Europa. I to był błąd, to uśpiło moją czujność. Belgrad napadł na mnie z tak wieloma murami do okrążania, jakich nie spodziewałabym się nawet na końcu świata. Za każdym razem jak wydawało mi się, że sprawa jest załatwiona, to jest zupełnie odwrotnie. Na szczęście mają dobrą kawę i człowiek może ochłonąć.

O 13:00 wyszłam z lotniska i okazało się, że ze względu na Belgrade Marathon autobusy jeżdżą objazdami, ale nikt nie wie jakimi. Rekomendują taksówkę. Pomyślałam – znam te wasze numery, nie dam za wygraną. Postanowiłam dotrzeć publicznym transportem. Zwiedziłam cały Belgrad. Niestety nie do końca w momencie, w którym miałam na to ochotę. W efekcie dotarłam w inne miejsce niż planowałam, ale w sumie nawet się odnalazłam na mapie i jak zaczęłam już widzieć światełko w tunelu i łapać co i jak, to nie mogłam znaleźć kiosku z biletami. Przeszłam więc pieszo w sumie 6 przystanków w jego poszukiwaniu (godzina). Jak juz znalazłam kiosk, to odkryłam, że tu NIKT nie mówi po angielsku. Nie mogłam się dogadać, a dodatkowo jest tu jakiś nieodgadniony system. Jak rozkminiłam bilety, to nie mogłam się dogadać gdzie wsiąść i gdzie wysiąść (w tramwaju nie ma rozkładu, jedynie na budkach przystankowych są napisy – tyle że cyrlicą). Jak już wreszcie wyszłam gdzie trzeba to jeszcze 20 minut kluczyłam z walizką po okolicy i szukałam akademika. Ku uciesze lokalsów ;)

Kiedy w euforii przeszłam przez drzwi akademika, okazało się, że portier nie mówił po angielsku. Po polsku/serbsku dogadaliśmy się, że on mi da klucz jak ja mu dam paszport. Ucieszyłam się, że mają mnie jednak na liście. Nawet byłam gotowa pójść na taki układ wymienny, ale wybawiła mnie dziewczyna, która sama podeszła i zaoferowała pomoc. Okazało się, że pan nic nie wie o pokoju dla mnie, ale jest jeden wolny dla profesoricy z Niemiec i on ewentualnie mógłby mi go dać, tylko wydaje mu się, że mnie z niego wyrzucą rano. Oczywiście zgodziłam się na wszystkie opcje, w efekcie których miałam gdzie nocować. W pokoju postanowiłam się jednak wypakować, żeby było, że już tu mieszkam na dobre i przenosin nie będzie. Napisałam do Ufala (Belgrad jest mega chaotyczny, trochę jak Stambuł po stronie azjatyckiej. Niby centrum europejskie, a odejdziesz na bok i już pierdzielnik. Ale klimat czuć i to na każdym rogu) i padłam.

Rano o 8 rano manager akademika oczywiście się nie pojawił, a wszyscy uznali, że skoro mieszkam to mieszkam. Nawet jest tu łóżko dla Ufala więc luz. Nocleg załatwiony.

Dalsze punkty programu obejmowały cztery rzeczy w czterech miejscach:

  • potwierdzenie przyjazdu na wydziale,
  • wyrobienie karty miejskiej (bus-plus),
  • wyrobienie karty do stołówek studenckich,
  • odebranie stypendium w rektoracie.

IMGP7658

Postanowiłam zacząć od wydziału, bo byłam pewna, że tam mówią po angielsku. Całość oszacowałam na 2h, ale biorąc pod uwagę doświadczenia z Chorwacji, dałam sobie na to pół dnia. Po 17:00 bilans był taki, że przez cały dzień zrobiłam w sumie 27km, mimo że trasa między krańcowymi punktami nie jest dłuższa niż 2km. W każdym miejscu byłam co najmniej dwa razy, a w zasadzie udało mi się załatwić tylko wydział i kartę miejską. Do rektoratu muszę wrócić w środę, a zniżki na posiłki wymagały jeszcze 4h załatwiania dzisiaj.

map1

Postanowiłam to sobie wynagrodzić dobrą kawą na Knez Mihailowej (tu się nie zawiodłam) i jak już wreszcie miałam czas na zwiedzanie, to rozpętała sie taka ulewa, że wylądowałam w KFC, gdzie kurczaki przed 2 godziny drażniły moje wegetariańskie kubki smakowe. Kilka pierwszych zdjęć:

IMGP7288-3

IMGP7302

IMGP7373

IMGP7472

IMGP7407

IMGP7671

Moje pierwsze wrażenia z miasta są zupełnie skrajne. Nienawidzę komunikacji miejskiej, gubię się codziennie przynajmniej kilka razy i to tak kompletnie jak w medinie w Maroku. Nienawidzę stołówek studenckich – dają rozgotowane warzywa, posłodzone frytki i kapustę z octem. O ludziach nie potrafię się na razie wypowiedzieć jednoznacznie. Uwielbiam za to Kalemegdan – fortecę i park z widokiem na ujście Sawy do Dunaju. Biegam tam co chwilę, chcę go zobaczyć o każdej porze dnia.

IMGP7721

IMGP7698

IMGP7576

IMGP7579

IMGP7613

Przy okazji biegania po mieście dowiedziałam się o Belgradzie masę rzeczy, na przykład odkryłam tu efekt skrzywionej matematyki. Po pierwsze wtedy gdy okazało się, że z akademika na wydział bezpośrednim tramwajem jechałam 45 minut, a wracając z dwiema przesiadkami autobusami ta sama trasa zajęła mi 20 minut (przy podobnym natężeniu ruchu). Po drugie wtedy kiedy zrobiono ze mnie studenta na potrzeby wyrobienia tańszej karty miejskiej (1100 din zamiast 2500 din), ale w rezultacie musiałam kupić dwie karty studenckie – jedną na kwiecień, a drugą na maj, co po kilku godzinach załatwiania dało oszczędność 300 din czyli mniej niż 10 zł.