Harcerki z Alp Rodniańskich

Koncepcja na wyjazd była mglista – nieważne gdzie, byle jechać i wykorzystać czas wakacyjny w fajny sposób. Przeszperałam forum podróżnicze w poszukiwaniu kompanów podróży, wysłałam trzy maile w odpowiedzi na zamieszczone propozycje wyjazdu do Macedonii, Armenii i Rumunii. Ostatecznie wybrałam wypad w rumuński Maramuresz, głównie ze względu na dobry termin i to, że przeszłam pomyślnie rozmowę kwalifikacyjną z Ewą ;)

Biorąc pod uwagę, że dziewczyny miały pomysł opracowany i poszukiwały tylko czwartej osoby do auta, właściwie przyjęłam wszystkie propozycje z dobrodziejstwem inwentarza, nie do końca zdając sobie sprawę, że znów wpakowałam się w chodzenie po górach, które generalnie traktuję jako “koszt” podziwiania fajnych widoków. Na szczęście trafiłam na specjalistki – przewodniczki beskidzkie (przepraszam kochane, że nie doceniłam na początku Waszych licencji), więc moja odpowiedzialność za dotarcie do celu była zerowa. Korzystając więc z ich doświadczenia górskiego i z mojej umiejętności porozumiewania się we wszystkich językach świata i zawierania znajomości wszelakich, spędziłyśmy świetny czas. Ku uciesze napotkanych pasterzy i łazików gotowałyśmy mamałygi na wysokości 2300 m n.p.m., brałyśmy kąpiele i dawałyśmy popis Czechom, w jakim to tempie Polki chodzą po górach. Wdrapałyśmy się przy tym na najwyższy szczyt Alp Rodniańskich co uczciłyśmy zasłużonym opalaniem.

IMGP1218-2

IMGP1260

IMGP1383

IMGP1277

IMGP1331

IMGP1381

IMGP1284

IMGP1490

IMGP1511

IMGP1517

IMGP1485

 

Ps. Uważam, że absolutnie warto pojechać w góry Rodniańskie, połazić po stromych zboczach połonin, stanąć na Pietrosulu i doświadczyć tej niesamowitej przestrzeni i widoków, w których jest wolność.