Rowerem po Suwalszczyźnie

Kilka dni rowerowania po Suwalszczyźnie miało być okazją do łapania kondycji na wyjazd do Azji. W końcu kręcenie korbą powinno być idealne do wzmocnienia nóg przed surfingiem, a długie podjazdy pod suwalskie górki mogłyby zahartować mnie przed trekkingiem. Mogłoby, gdyby nie pogoda. Znów!

Tym razem jednak pogoda utrudniała jazdę rowerem, ale inaczej niż na Kociewiu. Tutaj zamiast permanentnego deszczu, kilkakrotnie każdego dnia powtarzała się sekwencja burza/upał/burza/upał. Nawet mieszkańcy mówili, że tak wysokie temperatury, jak na biegun zimna, to już przesada. Do tego burze w tym rejonie potrafią być naprawdę niebezpieczne z uwagi na wszechobecną pustkę. Łatwo zostać trafionym.

Cóż mi pozostało oprócz opalania? Łapanie krótszych tras – szybkie, 2-3 godzinne wypady zaraz po burzy. Jedną z nich było objechanie jezioro Hańcza dookoła i powrót moim “ulubionym” pięciokilometrowym podjazdem przy Bachanowie. Uff…

IMGP6145-1

IMGP6215

IMGP6161-1

Podobno jak się podróżuje samemu, to czuje i widzi się więcej. Tym razem okazało się, ze mam bardzo wyostrzony wzrok – kilka makro kadrów z Suwalszczyzny poniżej.

IMGP6004

IMGP6033

IMGP6086

IMGP6098