Rodzinne marzenie o bezludnej wyspie

Są takie marzenia rodzinne, które rodzice i dziadkowie zaszczepiają nam w dzieciństwie. A potem pielęgnowane pewnego dnia przeradzają się w rzeczywistość. Mój dziadek marzył o noclegu na bezludnej wyspie. Zrealizował to marzenie zupełnie przypadkiem, a teraz ja jestem o krok od zrealizowania swojego.

Dziadek Jaś to niezwykle ważna i inspirująca dla mnie osoba. Ktoś taki, od kogo nigdy nie usłyszysz, że się nie da, że może kiedy indziej, bo nie pora, nie wypada itd. Ktoś taki, kto Cię bezwzględnie wspiera, do kogo idziesz po poradę wtedy, gdy potrzeba Ci wsparcia i ostatniego kopniaka. Dziadek przez całe swoje życie stawiał na młodość. Podejmując wiele niezwykle odważnych, jak na swoje czasy, decyzji starał się pielęgnować w sobie tą młodość ducha i spontaniczność. Poza tym niezwykle dużo podróżował, w latach 60-tych i 70-tych zwiedził niemal całą Europę, współpracował ze Skandynawami, w latach 80-tych zwiedził Tajlandię… Nie powinno dziwić, że na 80-tkę wybrał się do Izraela. Mawia, ze młodość ducha to stan umysłu i tylko od Ciebie zależy, kiedy będziesz stary. To nie jest przypadek, że ma tak atrakcyjne życie, mimo że czasy dla osób aktywnych były trudniejsze niż teraz. Po prostu stwarzał okazje, a potem je wykorzystywał. Hm… mam wrażenie, że to cecha rodzinna :)

 

W latach 60-tych, kiedy bardzo przyjaźniliśmy się z południową Europą, dziadek pojechał na sympozjum do Dubrownika. W wyniku żartu zaproponował, że zamiast uczestniczyć w kolejnym popijaniu rakiji może by go tak wywieźli na bezludną wyspę. Bałkańskiej duszy wiele nie trzeba, podchwycili ideę i w zasadzie zanim dziadek zastanowił się, czy to oby dobry pomysł, to już kołysał się na łódce. Po drodze zastanawiał się, jakie to uczucie, kiedy statek tak powoli odpływa i zostawia Cię samego w cudownym, ale jednak nieco przerażającym miejscu, z którego nie ma ucieczki. Z którego tylko ktoś inny może Cie wydostać, a Ty sam siebie już nie. Nawet jak to jest kilka kilometrów od brzegu, to patrzysz w dal i czekasz. Dziadek mówił, że nie spał całą noc tylko obserwował morze, w oczach mieniły mu się światła Dubrownika. O poranku z wytęsknieniem wyczekiwał łodzi, która nie przypływała bardzo długo. Potem się okazało, że znajomi chcieli mu zrobić żart i nieco go przetrzymać. Jak tylko znalazł się na łodzi, to opowiadał, opowiadał, opowiadał, chociaż w zasadzie to nie ruszył się z miejsca, a prawdopodobnie więcej atrakcji spotkało jego znajomych balujących w tym czasie w Dubrowniku. Nie muszę mówić, że po powrocie do domu babcia mało go nie zabiła na wieść o tym, jak bardzo nieroztropny może być człowiek po czterdziestce…

 

Ja niestety do Dubrownika nie dotarłam, ale w lutym, tuż przed wyjazdem do Zagrzebia dziadek opowiedział mi ponownie tą historię. Jak zrelacjonowałam ją znajomej Chorwatce, to od słowa do słowa okazało się, że pochodzi z wybrzeża, a jej ojciec pracuje w Parku Narodowym Brijuni i niby nie wolno, ale może coś wykombinujemy. Od razu napisałam do dziadka, że może się uda pomysł powtórzyć!

Teraz w Puli spotkałam się z Ivą ponownie i w zasadzie wszystko brzmi jak plan. Jedyna kwestia jaka pozostaje to legalność tego pomysłu. Niestety na takich małych skalnych wysepkach nocować się nie można, a już na wysepkach w parku narodowym… Chodzi głównie o kwestie załamania pogody, silne wiatry i wysokie fale. Pogoda zapowiada się jednak milo. Mam kontakt do znajomego znajomego, który zgodził się mnie tam zawieźć i jedyne co trzeba przygotować to pieniądze na ew. mandat. Ryzykujemy też oczywiście zawrócenie. No i chyba będziemy musieli też wypłynąć w większej grupie, żeby nie rzucało się w oczy, że kogoś brakuje :)

Mimo że wydarzenie nie jest jakieś unikalne w skali świata, to dla mnie jest zupełnie wyjątkowe. Po pierwsze ze względu na niesamowitą historię rodzinną, a po drugie ze względu na to, co ostatnio ostatnio dzieje się wokół nas. Myślę sobie, że zderzenie tego, co możemy z tym, co chcemy zrobić, może mnie nieco wzbogacić.

Oczywiście z pomysłem na nocleg na bezludnej wyspie nieodłącznie kojarzy mi się pytanie – jakie trzy rzeczy chciałabym tam zabrać? Jak tak się nad tym zastanawiam, to chodzi mi po głowie milion rzeczy, których zupełnie nie umiem ograniczyć do trzech: Pasta i szczoteczka do zębów to dwie rzeczy czy jedna? Nie brać komórki? A jak się coś stanie? A może nie brać śpiwora? Ale bez śpiwora? To może koc? A latarka? Czy latarka jest konieczna?

I w tym momencie stery przejmujecie Wy. Oto pytania konkursowe:

1. Jakie trzy rzeczy zabiorę na bezludną wyspę?

2. Co Ty zabrał/abyś na bezludną wyspę?

Najszybszą poprawną odpowiedź na pierwsze pytanie nagrodzę chorwackimi pieprzowymi ciasteczkami i pocztówką z Brijuni, a wśród najciekawszych odpowiedzi na drugie pytanie wybiorę dwie, które otrzymają pocztówki i tegoroczną lawendę z Istrii. Jeszcze nie wiem, jak to prześlę, ale będę się martwić później.

Nocleg na bezludnej wyspie planowany jest na 2 lipca, więc do tego dnia macie czas na zgłoszenia.