Powrót do ogrzewanej rzeczywistości

Na zakończenie naszego pobytu odebraliśmy obiecywane „Jezioro łabędzi”, które w naszym wykonaniu bardziej przypominało kaczy staw :-), a następnie powtórzyliśmy trasę dotarcia – 1 godzina zejścia lub zjazdu saneczkowego, odśnieżanie samochodów, zakładanie łańcuchów, godzina jazdy, niewielkie pchanie auta,  zdejmowanie łańcuchów, kolejne 8 godzin jazdy. Ech, fajnie, fajnie było… jak by tu znów…?

ps.  W domu temperatura w mieszkaniu, obniżana zazwyczaj na wyjazdy, wydawała mi się upałem!