Wersja dzienna i nocna

Po pierwszej rześkiej nocy, gdy dołączyło do nas czworo spóźnialskich, tworzyliśmy już zwartą grupą 11 osób. Ze względu na możliwość ogrzewania jedynie jednej izby, 4 przestronne pokoje z wygodnymi łóżkami świeciły pustkami, a my codzienne przekształcaliśmy naszą przestrzeń na wersję dzienną i nocną zwaną dalej barłogiem:

W związku z powyższym oraz z faktem, że rano temperatura w bargłogu zdecydowanie odbiegała od komfortowej dla człowieka, a do tego różniła się nawet o 10 stopni między poziomem stóp i głowy, siedzenie w miejscu w ogóle nie wchodziło w grę i co rano wystrzelało nas z domku jak z procy. Cudownie pusta przestrzeń dookoła, wspaniałe widoki oraz sanki spełniały wszystkie kryteria dobrej zabawy. Nawet jeśli cały dzień polega na trzech powtarzanych w kółko czynnościach: zjazd, podejście, odpoczynek…