Am.Pd. – Lima

Po 11 h snu wydaje się, że jet lag mamy za sobą. Śniadanie kontynentalne z sokiem bardzo lokalnym – mango a może melon? Tym razem się skusiliśmy – ile można oszczędzać żołądek!

Ruszamy na poznawanie Limy taksówką Tico. Spokojnie mieści się 6 osób + kierowca. Oni tu w ogóle nie mają problemu z tym, żeby dobrać „do pełna” kolejnych pasażerów. Kierowca dowiózł nas do firmy przewozowej Cruz del Sur, gdzie nie było biletów na nocny autobus do Huaraz. Postanowiliśmy w związku z tym pieszo przejść się w poszukiwaniu innej linii. Poruszanie się pieszo po Limie to wyzwanie. Taksówkarze trąbią i zachęcają do podwózki. Pod ostrzeżeniem niebezpieczeństwa kuszą do wsiadania do nich…. Bilety znalazły się w CIALu i kosztowały połowę mniej niż proponowała agentka w hostelu. Pierwsze oszczędności się pojawiły!

Ruszyliśmy dalej przez dzielnicę mechaników samochodowych i fryzjerów. Straszna! Myślę, że nie napadli na nas tylko dlatego, że nie spodziewali się nas tam spotkać. Oczywiście nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia, plecak non stop przed sobą, szliśmy zwartą grupą.

Po 2,5h dotarliśmy do słynnego Plaza de Armes. Rzeczywiście architektura imponująca, szczególnie pałac arcybiskupi. Za to z bezpieczeństwem jest gorzej niż myśleliśmy. Strach wyjmować aparat, często strach rozmawiać z ludźmi (zdarzają się naciągacze na wymianę starych banknotów za euro). Zniechęciła nas też straż miejska do wchodzenia do dzielnicy Rimac. Po prostu podjechał do nas policjant na rowerze i zabronił nam iść dalej. Ludzie też odradzali, machali rękami żeby zawracać… dlatego czym prędzej odjechaliśmy taxi do Miraflores. Wtedy też zdaliśmy sobie sprawę, że lokalsów warto słuchać i może jak taki taksówkarz proponuje podwózkę, to wie co mówi…. No taki wniosek z dziś.

W Miraflores chcieliśmy zwiedzić piramidy przedinkaskie Huaca Pucllana, ale tego dnia nie było już przewodnika, a wiadomo, bez przewodnika nie wolno… Wróciliśmy więc dzielnicą wzdłuż murów pod napięciem do hostelu. Odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy na nocny autobus do Huaraz. Mamy nadzieję, że dotrzemy cali i bagaże także.