Am.Pd. – wspinaczka

O 5 rano zjedliśmy jajecznicę po ciemku (w kanionie Colca nie ma prądu) i ruszyliśmy w naszą ciężką drogę pod górę. To musiało kiedyś nastąpić – przez dwa dni schodziliśmy non stop w dół… W zależności od pogody i nasłonecznienia wspinaczka trwa od 3 do 7 godzin. My, jak się potem okazało, całkiem sprytne wyszliśmy o świcie, gdyż prawie całą trasę zrobiliśmy w cieniu. Tym razem poszło mi dużo lepiej – złapałam dobre tempo i oddech. Dodatkowo szliśmy z Pawłem osobno, także każde z nas miało swoje zadanie do wykonania w swoim tempie. Uff… wleźliśmy jakoś.

Na górze małe opóźnienia w związku z wymianą opony. Potem okazało się, że mam klaustrofobię i autokar jest dla mnie za ciasny (siedzenia były poprzewiercane bliżej siebie, żeby zmieściło się więcej osób). W związku z tym trafiłam na sam przód i trasa minęła mi z panoramicznymi widokami. Jedynie kierowca chyba pracował wcześniej w Z-Bussie, bo myślałam, że umrę ze strachu na kilku zakrętach. W międzyczasie zatrzymywaliśmy się, aby podziwiać wulkany, uratować lamę z błota, wykąpać się w mega gorących źródłach i zjeść obiad (tym razem totalne rarytasy – warzywa, gulasz, pieczone banany, alpaka…)

Wieczór minął na spacerze po mieście i pogawędkach na tarasie. Instytucja tarasu i kuchni w hostelu jest w ogóle świetna i czyni wyjazd jeszcze tańszym – można zrobić herbatkę, ice tea i kanapki na kolejny dzień, posiedzieć przy kolacji, a w Arequipie dodatkowo pooglądać miasto z góry i wulkan Misti.