Am.Pd. – Cuzco

ZZ-bus to nie był dobry pomysł. Powinno wzbudzić nasze podejrzenie, że wg rozkładu jedzie on 2,5h godziny krócej niż pozostałe. Po pierwsze mniej czasu na sen, a po drugie – takie prędkości, z jakimi tu jeszcze nie jechaliśmy. Zakręty braliśmy z prędkością 100kmh, oczywiście lewym pasem, bo z prawego byśmy wylecieli. Do tego Ula i Leszek mieli miejsca panoramiczne – umierali kilka razy w ciągu tych 5 godzin!

Po tych emocjach w spokoju i z ogólną olewką zasnęłyśmy z Ulą na podłodze na lotnisku. Lot do Cuzco szybki, ale nieprzyjemny – dostęp do Cuzco jest trudny ze względu na góry.

Cuzco to takie Zakopane, położone w dolinie, otoczone górami, a do tego dużo turystów, sklepy z pamiątkami. Niestety nie ma nic prawdziwego oprócz otoczenia i pięknych kolonialnych lub inkaskich budowli. Za to spaceruje się tutaj zupełnie bezpiecznie. Nie ma nic zaskakującego, czego byśmy nie widzieli wcześniej. Lokalsi są przyjaźni, nagabują tylko do kupna obrazków lub masażu. Kupno biletów na Machu Picchu poszło nam równie sprawnie, chociaż ceny są nieco dołujące… 20$ dla studenta. Ogólnie w Cuzco życie jest drogie – zakupy w sklepie są droższe niż w Polsce, karta uprawniająca do wejść do muzeów kosztuje 160zł! Za to noclegi tańsze niż dotychczas. Na szczęście nasz hostel ma kuchnię z wyposażeniem – gotujemy zamiast stołować się na mieście.

Po południu i wieczorem padało – podobno tak tu jest codziennie. Pogoda jest bardzo zmienna. Spacer jednak był przyjemnością.