Am.Pd. – ¡Adiós Peru!

Cały dzień w trasie. Najpierw z Arequipy do Tacny autobusem. Widoki przepiękne. Tony piachu wokół, ale pięknie i tak! Trudno było oderwać wzrok. W ogóle te przestrzenie w Peru są dla mnie zachwycające. Ciężko będzie wrócić do ciasnej Europy…

W Tacnie dopadli nas taksówkarze z oldmobilów oferując przejazd przez granicę. Początkowo mieliśmy wybrać autobus, ale ryzyko czekania na uzbieranie się kompletu pasażerów przeważyło. Wsiedliśmy do oldschoolowego 25-letniego auta i ruszyliśmy w trasę. Po drodze zjedliśmy wszystkie kanapki, więc mamy nadzieję, że w Chile żywią dobrze. Jadąc wypełniliśmy deklaracje graniczne (Paweł zadeklarował mate de coca) i podziwialiśmy olbrzymie połacie piachu, które wg kierowcy za kilka lat będą pokryte lasem (buachacha :-)))) Podobno to ze względu na rurociągi, którymi transportuje się wodę z oceanu (wcześniej ją odsalając). No, jak oni mają takie tempo nasadzeń, jak my budowy autostrad, to szczerze wątpię w powodzenie tej sprawy w najbliższym 50-leciu.

Granica z mnóstwem okienek i rewizjami bagażu poszła dość sprawnie. No i jesteśmy w CHILE!!! Przestawiliśmy zegarki o godzinę do przodu i zaczęliśmy rozglądać się wokół. Od razu widać, że to bogatszy kraj. Tak bardziej europejsko, schludnie, ale wszyscy straszą, że bardzo drogo. Na razie bardzo tego nie odczuliśmy, bo spokojnie wytargowaliśmy bilet autobusowy do San Pedro w cenie peruwiańskiej. W obawie przed brakiem bankomatów na pustyni Atacama wyciągnęliśmy też sporo kasy i teraz macamy się po wszystkich kieszeniach i sprawdzamy czy jeszcze są :-)

A nominały są tutaj niezłe. Złotówka to 200 pesos, więc każdy z nas wyjął po… 330’000 pesos :-) Monety są po 50, 100, 500… Wesołe liczby, teraz uczymy się przeliczania – najpierw razy dwa, potem odjąć trzy zera. Wtedy wychodzą dolary, a jak się pomnoży jeszcze przez trzy, to będą złotówki :-)

Podsumowując, Peru podobało mi się bardzo – było gwarno, kolorowo, pozytywnie, wszyscy się przepychają, przekrzykują, jest tanio i wesoło. Filmy w autokarze zawsze z dubbingiem, kierowcy-rajdowcy, tanie mercado ze wszystkimi owocami, których nie dopuściła Unia Europejska… Teraz za to marzymy o hostelach z dostępną kuchnią, o nawilżeniu naszych nosów, doleczeniu przeziębień, mniejszym tłoku i spokojnym chodzeniu po ulicach :-) Zobaczymy. Póki co mamy bardzo wygodny nocny autobus do san Pedro i zamierzamy się wyspać :-)