M******, czyli Chorwacja bez reklamy

Do M****** niełatwo trafić, bo to wieś bez reklamy. Nieudolne centrum informacji turystycznej stworzyło niechcący raj dla odludków. Miejsce, do którego docierasz tylko wtedy, gdy znasz kogoś, kto tam zabłądził albo gdy Ciebie samego pokierował tu dziki fart. My oczywiście z tych drugich.

Chorwacja w szczycie sezonu to prawdziwe wyzwanie dla ludzi kochających samotność na łonie natury. Licząc na uzdrowiskowe “kąpiele solankowe i naświetlania” postanowiliśmy jednak zaryzykować. Przejechaliśmy cały kraj w nadziei na, hm, chyba właściwie na cud ;) Dotarliśmy do Dubrownika, ale ten przytłoczył nas rozmiarami i… korkami. Pojechaliśmy więc do Cavtatu. Blisko Dubrownika, będzie baza wypadowa, a jednak miasto mniejsze - myśleliśmy. Po zjechaniu wąską uliczką do portu i zderzeniu z falą turystów nastąpiła totalna załamka. Dobra, niech się dzieje co chce, jedziemy dalej. Coś tam musi być dla ludzi. A jak nie? A jak nie to będziemy się martwić… Ufal na GPSie znalazł boczną drogę wzdłuż morza. Gdy po 10 km okazało się, że to klif złapaliśmy taką głupawkę, że, zamiast zawracać, ubawieni jechaliśmy dalej nastawiając się powoli na noc w Czarnogórze. I właśnie wtedy, po 30 km drogi typu “klif-las-klif” dotarliśmy do M******, gdzie najzwyczajniej w świecie, opadły nam szczęki. Pośrodku niczego wyrosła maleńka wioseczka licząca 150 mieszkańców a w niej port rybacki, jeden sklep, dwie knajpy i upragnione “sobe”.

Do tego trafiliśmy do niesamowitych ludzi – nie przypadkiem, Asia ma dar wyszukiwania takich zasuszonych dziadków z gołębim sercem. Gościli nasz czym mieli – rybami, lemoniadą z własnych limonek, figami, kiwi i oczywiście rakiją, przy której dali się wciągnąć w rozmowy o polityce, wojnie i wszystkich zakazanych tematach. Do tego na odchodne wyposażyli nas jeszcze w zapasy gruszek i fig, orahovac (likier orzechowy) wraz z przepisem i tykwę ;). Żyć nie umierać. A ponoć we wrześniu ogrody w M****** owocują jeszcze obficiej.

Lubicie takie dziury?

IMGP6133
IMGP6008
IMGP5694
IMGP5711
IMGP5997
IMGP6050
IMGP5907
IMGP5927
IMGP7633
IMGP5961-2
IMGP6081
IMGP6087

Chciało by się, żeby takie odnalezione miejsca zachować tylko dla siebie. I żeby pozostały takie zaciszne na ewentualne kolejne wizyty. Taka nasza samotna przystań. Dlatego podróżując po Czarnogórze zastanawialiśmy się, jak zrobić ten wpis, żeby nie zdradzać gdzie dokładnie jesteśmy. Ale po tym jak wracając znów tam zajechaliśmy i zorientowaliśmy się, że w naszym pokoi NIKT przez ten czas nie mieszkał, zrobiło nam się smutno. Bo ci ludzie najpierw nie mają szczęścia do pracowników informacji turystycznej, a potem jeszcze do turystów, którzy trzymają język za zębami.

Także dla zainteresowanych – miejscowość nazywa się Molunat, znajduje się 10km od granicy z Czarnogórą. Aby nie robić reklamy na blogu, dla chętnych namiary na naszych gospodarzy na priv.