Kłajpeda – brama do mierzei

W związku ze spontaniczną decyzją o wyjeździe na litewskie wybrzeże, ze zdumieniem przeczytałam już będąc w drodze, że wjazd na Mierzeję Kurońską znajduje się od strony kaliningradzkiej… Nerwowe poszukiwania dodatkowych informacji, kartkowanie kolejnych przewodników i przerzucanie luźno zebranych kartek zakończyły się jednak całkiem pomyślnie – z Kłajpedy pływają bowiem lokalne promy na mierzeję. Ich częstotliwość na szczęście jest dosyć duża, ale kolejną obawą okazały się istniejące limity dzienne dotyczące ilości wjeżdżających turystów. Cała część litewska Mierzei Kurońskiej, zwana potocznie Neringą, jest bowiem pod ścisłą ochroną i stanowi teren parku narodowego. Z jednej strony mamy zatem limitowane wjazdy mające chronić park przed zadeptaniem (na szczęście w październiku tłumów nie ma), z drugiej Litwini nie widzą żadnego problemu w masowym zbieraniu grzybów na Nerindze. Zorganizowane wyjazdy “grzybowe” to poza kilkoma studentami z Polski jedyni turyści jakich spotkałyśmy.

Aby jednak dostać się na Neringę trzeba wjechać do najbrzydszego miasta na litewskim wybrzeżu – Kłajpedy. Wielki port, blokowiska, pseudonowoczesne budowle tworzą zestaw, który zniechęcił nas nieco do zajrzenia na tutejszą starówkę – Może w powrotnej drodze… Czekając na prom wyszłam jednak na nabrzeże zaciekawiona dużym nagromadzeniem wędkarzy i przechodniów. Poczuć z bliska ten specyficzny, jakoś tak dobrze nam w Polsce znany, klimat nie było trudno:

IMGP7777

IMGP7786

IMGP7780

IMGP7791

IMGP7774

IMGP7800

IMGP7806

Po takiej dawce PRLu na Mierzei Kurońskiej byłam gotowa ujrzeć wszystko łącznie ze schronem przeciwlotniczym na środku plaży. Po krótkim rejsie zardzewiałym promem przeniosłam się jednak do krainy, która mnie totalnie zaskoczyła i z Kłajpedą nie miała kompletnie nic wspólnego. Doświadczałam miejsca, w którym co raz miałam wrażenie, że jestem gdzie indziej – a to na Saharze, a to w niewielkiej skandynawskiej wiosce, albo w Prusach Wschodnich, albo nawet w żywym centrum sztuki współczesnej. Prawda, że trudno w to uwierzyć? A jednak – szczegóły w kolejnych wpisach.