Raj – podejście drugie

Osiągnęliśmy najwyższy poziom szczęśliwości. Jesteśmy w Lalang Linggah na południowym wybrzeżu Bali i chłoniemy nastrój wioski surferskiej. Tak, zostaniemy tu dłużej ;)

Trzeba zacząć od tego, że po kilku intensywnych dniach w Ubud postanowiliśmy odpocząć na wybrzeżu. Wydostanie się z jakiejkolwiek aglomeracji jest dość trudne, bo Bali jest strasznie zatłoczona i zabudowania ciągną się kilometrami. Poza tym dochodzi jeszcze kwestia ilości turystów w Ubud, którzy poruszają się głównie taksówkami i białym trudno złapać lokalny transport. Ostatecznie kombinacją łączoną dostaliśmy się na dworzec autobusowy w Ubung, żeby tam odkryć istnienie autobusów międzymiastowych! Wiem, nie brzmi to odkrywczo, ale na Lomboku nic takiego nie funkcjonowało i dlatego możliwość przejechania 60km jednym środkiem transportu wydaje nam się niewiarygodna. Autobusy nazwaliśmy roboczo gilimanuki i padangbaje, bo kursują na trasie Gilimanuk-Padangbai łączącej dwa krańce wyspy i mają wielki napis z nazwą jednego z portów. Zatem gilimanukiem dotarliśmy do Lalang Linggah. Kierowca zatrzymuje się oczywiście na życzenie, więc poprosiliśmy o środek wsi i miejsce, gdzie znajdziemy pokoje do wynajęcia. W całym zamieszaniu wysiedliśmy, gdzie nam wskazano, jednak wg naszego GPSa (kontrola trasy) było to o 2km za wcześnie. Uznaliśmy bowiem, że turystyka rozwija się tam, gdzie droga łączy się z morzem.

Rozpoczęliśmy marsz wzdłuż drogi witając się z każdym i odpowiadając na pytania z serii: co tu robimy?, dokąd idziemy?, skąd jesteśmy? Życzliwi próbowali nas pokierować w stronę morza, doszliśmy więc ostatecznie do plaży, ale była całkowicie odludna. W obu kierunkach. Czytaliśmy, że to spokojne miejsce, ale bez przesady – trzy miejsca noclegowe były opisane w przewodniku! Po zebraniu wskazówek uzyskanych do tej pory zaczęliśmy się zastanawiać, czy oby nie trzeba zawrócić. Wiedzieliśmy jednak, że w obu kierunkach są rzeki wpadające do morza, więc przejście plażą może być trudne. No, ale to ocean! Po co wracać do drogi, skoro można się nim napawać!

IMGP9470

Podzieliliśmy się. Dwójka poszła szukać zagłębia noclegowego, a dwójka została z plecakami. Na dwie godziny! Po tym czasie okazało się, że w owym zagłębiu już byliśmy – zaraz po wyjściu z autobusu! Niestety w Lalang nie jest tak jak na całym świecie – nie widać z drogi oceanu, nie ma reklam bungalowów i kramów z pamiątkami. Trzeba wiedzieć gdzie skręcić, przejść pustą drogą wzdłuż pól ryżowych i dopiero można dotrzeć do miejsca jakby zagubionego na mapie.

IMGP9536-1

Prawdziwa wioska surferska! Świetna lokalizacja, lokalna atmosfera, warungi, z których garstka surferów obserwuje poziom fal, plaże z czarnym piaskiem. I do tego można znaleźć aktywność dla siebie. Idealnie! Tutaj jest to, czego brakowało wyspom Gili. Raj 2.0 przed nami!

 IMGP9891

ps. Wieczorem przy piwie zdaliśmy sobie sprawę, że oto dziś Ufale dowędrowały nad trzeci ocean. Komplet w garści!