Miło jest wspominać wyjazdy, które już za nami i pokazać zdjęcia, które nie doczekały się jeszcze publikacji, a mają za sobą jakąś ciekawą historię, budzą wspomnienia lub mogą stać się inspiracją do podróży. Dlatego postanowiliśmy stworzyć na Wędrownych nową kategorię wpisów: pocztówka z podróży… Czytaj dalej
Nie ma to jak polecieć na kolację firmową do Stanów. Dzień pierwszy – lot (z przesiadką 16 godzin, 3 filmy). Dzień drugi – mecz New Jersey Nets i Boston Celtics, a następnie osławiona kolacja, a w zasadzie kilka drinków. Dzień trzeci – lot powrotny (12 godzin). Ufal mówi, że się opłacało – to był dobry mecz… Czytaj dalej
Ech, po nocy w pięknym hotelu z klimatyzatorem za oknem (uroki hot-wire) przeskoczyliśmy przez ocean i tym samym skończyła się nasza wędrówka po Stanach.
Kraj pokazał nam się z trochę innej strony niż go znaliśmy, bardziej otwarty, bardziej różnorodny, mniej kiczowaty. I jedzenie wbrew pozorom było bardzo dobre. Nie zmienia to jednak faktu, ze dziś kupiłam tyle warzyw i owoców, że nie mogłam ich donieść do domu… Czytaj dalej
Żeby się trochę napowietrzyć przed powrotem do Bostonu, a potem do domu, zajrzeliśmy na Rhone Island. Piękne plaże, świetne fale do surfingu, koszykówka nad oceanem i oczywiście tłumy urlopowiczów. Ach, no i wreszcie był czas na pierwsze i ostatnie opalanie :-)… Czytaj dalej
Nie wiem jak opisać Nowy Jork… jest przeogromny i różnorodny! To moje pierwsze wrażenie. To takie miasto, które jest jakby znajome, ale jednak zupełnie wyjątkowe. To centrum świata. Jest tu wszystko, ludzie ciągną do NYC z całego świata. Nie mogłabym tu mieszkać (tak jak w Barcelonie), ale najbardziej mi się podobało z odwiedzonych do tej pory metropolii. I to nie ze względu na architekturę, ale jakieś takie dziwne kłucie w boku :-) Jest w nim jakiś magnes… Czytaj dalej
Po tygodniu spędzonym wśród łosi i jeleni, jedziemy do miasta. I to do ogromnego miasta. Ośmiomilionowego Nowego Jorku. Nigdy nie byliśmy w większym. Generalnie jesteśmy trochę przerażeni, ale też podekscytowani. Zawsze chcieliśmy tu przyjechać. Statua Wolności, Manhattan, most brukliński, Times Square, Central Park… Wszystko to widzieliśmy tysiące razy w filmach, serialach, reklamach, ale tak na żywo?… Czytaj dalej
Ale jaskinie! Ale skały! Nigdy nie myślałam, że będę się tak zachwycać kamieniami nad rzeką :-) A jednak to miejsce zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Skalne mosty, olbrzymie jaskinie z wodospadami, przedziwne kształty skał… „Natural Stone Bridge and Caves Park” u podnóża gór Adirondack. Super!… Czytaj dalej
Fort Ticonderoga miał wielu właścicieli: francuzów, anglików, kanadyjczyków, amerykanów. Nazwa pochodzi z języka indian.
Mieści bogatą kolekcję „pamiątek” po tych zmianach – bagnetów, muszkietów, szabli. Fajne miejsce historyczne, bardzo ciekawiusytuowane, ale chyba bez porównania z europejskimi zamkami obronnymi… Czytaj dalej
Na granicy amerykańsko-kanadyjskiej nie ma nic. Nie ma hoteli, nie ma McDonald’sa, nie ma supermarketów, ani turystów. Czyli tego wszystkiego, do czego przyzwyczailiśmy się podróżując po USA. Ale są za to przepiękne krajobrazy, prawdziwe pachnące warzywa, syrop klonowy i … jeden motel. Nasz! … Czytaj dalej
Piękna, monumentalna góra Waszyngtona to chluba New Hampshire i najwyższy szczyt w Nowej Anglii (ponad 6000 stóp). Prowadzi na nią specjalna droga Mt.Washington Road, przed wjazdem na którą otrzymuje się płytę cd z instrukcjami, jak prowadzić samochód w tak trudnych warunkach!… Czytaj dalej
Stany słyną z takich mrocznych, zapuszczonych moteli – pokoi połączonych w długie szeregi. Do każdego z nich podjeżdża się samochodem pod same drzwi. Zwykle kojarzą się z filmami drogi, gdzie uciekający przestępca ukrywa się ze swoim zakładnikiem… Czytaj dalej
Jest takie przeświadczenie, że w Stanach jest wszystko. Że nie trzeba się ruszać za granicę. No i rzeczywiście wszystko jest, ale nie te. Nie ten Berlin, nie ten Newport, nie ta Warszawa, nie ten Rzym, nie ten Neapol… Czytaj dalej
Pora na wyjazd z Maine. Na szczęście poranny deszcz i szansa odwiedzenia paru sklepów z elektronika pozwoliła nam jakoś przeżyć to rozstanie :-)… Czytaj dalej
Maine słynie przede wszystkim ze wszystkiego co daje morze. A morze daje przede wszystkim kraba. Dlatego krab jest wszędzie! W restauracjach, w nazwach hosteli, na koszulkach, można kupić pluszowe kraby albo prawdziwe klatki do ich połowu. Poza tym w Maine mnóstwo jest latarni (większość w ogródkach i outletach), kolorowych spławików z kutrów, a także mrocznych zakątków z powieści Stephana Kinga… Czytaj dalej
Parki Narodowe to amerykańska specjalność. Spodziewaliśmy się wiec rarytasów. No i się nie zawiedliśmy. Przepiękne widoki, super przyroda i wszystko podane na tacy (na najwyższy szczyt parku wjechaliśmy autem :-)… Czytaj dalej
Przypadkiem trafiliśmy na nadmorskie targowisko różności. Do kupienia wszystko – stare książki, płyty, butelki po coli, antyki, nieaktualne tablice rejestracyjne, wypłowiałe lalki barbie, niemodne ubrania, kamienie z pobliskiej plaży, klatki na homary… Czytaj dalej
Wyjechaliśmy z Bostonu rano trasą, która typowemu Amerykaninowi zajęłaby 5h autostradą. Nam zajęła ponad dwanaście :-) Napawaliśmy się widokami pięknego wschodniego wybrzeża, podjadaliśmy smakołyki, robiliśmy zakupy, a na koniec godzinę wybieraliśmy najlepszy motel… Czytaj dalej
Przez cały czas pobytu w Bostonie rozgrywał się swojego rodzaju plebiscyt – każdy ze znajomych doradzał, gdzie powinniśmy jechać, żeby zobaczyć dużo, poczuć przyrodę, doznać zachwytów, zrobić piękne zdjęcia… Wczoraj wieczorem ostatecznie wybraliśmy propozycję Hestona, który zachęcił nas do zobaczenia Maine. Czyli zaczynamy zwiedzać Stany metodycznie – od północnego wschodu…Czytaj dalej
Zapomniałam o łabędziach! Łabędzie w Bostonie mają swoje szczególne miejsce. Swan Park. To taki Nałęczów, albo nie, może Ciechocinek w środku wielkiej metropolii. Życie płynie tam leniwie, ludzie snują się od ławki do ławki, a po sztucznym jeziorku przepływają z wolna łódeczki z łabędziem… Czytaj dalej
Stadion baseballowy to dla europejczyka atrakcja. A legendarny stadion Fenway Park to dla kibiców Red Sox po prostu świątynia! Słynny stuletni stadion mistrzowskiej drużyny, zielone siedzenia (green monster), sausage-guy ten sam od 20 lat, boisko w kształcie kilku spodków do herbaty połączanych liniami, no i tajemnicze zasady gry, których nikt nie kuma :-)… Czytaj dalej