Na zakończenie naszego pobytu odebraliśmy obiecywane „Jezioro łabędzi”, które w naszym wykonaniu bardziej przypominało kaczy staw :-), a następnie powtórzyliśmy trasę dotarcia – 1 godzina zejścia lub zjazdu saneczkowego, odśnieżanie samochodów, zakładanie łańcuchów, godzina jazdy, niewielkie pchanie auta, zdejmowanie łańcuchów, kolejne 8 godzin jazdy… Czytaj dalej
Po czterech dniach funkcjonowania bez wody i ogrzewania mamy się świetnie. Powstało wiele patentów radzenia sobie z zimnem m.in. spanie w 3 parach skarpet, kurtce i czapce, wkładanie nóg do plecaka z gorącą wodą, suszenie skarpet na żywca nad piecem, stosowanie termometrów do lodówek (które za normę uznają 2-6 stopni) i ogólne przebywanie w śpiworze w trakcie wszelkich czynności niewymagających poruszania się… Czytaj dalej
Po pierwszej rześkiej nocy, gdy dołączyło do nas czworo spóźnialskich, tworzyliśmy już zwartą grupą 11 osób. Ze względu na możliwość ogrzewania jedynie jednej izby, 4 przestronne pokoje z wygodnymi łóżkami świeciły pustkami, a my codzienne przekształcaliśmy naszą przestrzeń na wersję dzienną i nocną zwaną dalej barłogiem… Czytaj dalej
Nie ma to jak na własne życzenie wymrozić sobie tyłek.
Wpadliśmy na genialny pomysł powitania Nowego Roku w miejscu, gdzie nie docierają nawet sanie góralskie. Dotarcie do chaty na pograniczu polsko-słowacko-czeskim zajmuje więcej niż lot do Stanów Zjednoczonych. Najpierw 9h samochodem, potem szukanie ostatniej polanki według współrzędnych GPS, przepakowanie bagaży i godzinę pieszo na szczyt. Po ciemku… Czytaj dalej