Suwalszczyzna z prawdziwą zimą
Ironia losu to zjawisko czasem zabawne, a czasem wstrętne. Jak potraktować taką pogodę za oknem, w dzień, kiedy trzeba wracać?… Czytaj dalej
Ironia losu to zjawisko czasem zabawne, a czasem wstrętne. Jak potraktować taką pogodę za oknem, w dzień, kiedy trzeba wracać?… Czytaj dalej
W związku ze stale beznadziejną pogodą i słabym programem TV, zostałam matką zastępczą czworga tygodniowych prosiąt, które co 2 godziny wymagają karmienia ciepłym mleczkiem i wygrzewania pod żarówką. Tyle że jak już się wejdzie do obory, to kto żyw pragnie uwagi i miłości… I patrzy tymi ślepiami, i łasi się, i robi te suwalskie podskoki… Czytaj dalej
To była najgorsza pogoda jaką można sobie wyobrazić na wyjeździe. A już na pewno, jak się jedzie po to, aby zobaczyć prawdziwą śnieżną zimę na polskim biegunie zimna. Roztopy, silny wiatr wiejący całkowicie w poprzek, a do tego ulewny deszcz. Bez przerwy.
W zasadzie można by wracać do domu nie wychodząc z auta… Czytaj dalej
Już kiedyś pisałam o tym, że są takie miejsca na świecie, w których mogłabym mieszkać i czułabym się wspaniale na co dzień. W Gdyni jest taki jeden dom. Za każdym razem jak go widzę zastanawiam się czy daliby mi kredyt w banku… Czytaj dalej
Przy każdym pobycie w Gdyni mamy dwa żelazne punkty do zrealizowania – zjeść rybę i zobaczyć morze. Reszta czasu jest niewiadomą. Co tu kryć bywa na kanapie, ale bywa też ambitnie. Tym razem nawet temat ryb został potraktowany ambitnie i połączony wizytą w miejskich halach targowych, które są zabytkiem gdyńskiego konstruktywizmu z lat 30-tych… Czytaj dalej
Na zakończenie naszego pobytu odebraliśmy obiecywane „Jezioro łabędzi”, które w naszym wykonaniu bardziej przypominało kaczy staw :-), a następnie powtórzyliśmy trasę dotarcia – 1 godzina zejścia lub zjazdu saneczkowego, odśnieżanie samochodów, zakładanie łańcuchów, godzina jazdy, niewielkie pchanie auta, zdejmowanie łańcuchów, kolejne 8 godzin jazdy… Czytaj dalej
Po czterech dniach funkcjonowania bez wody i ogrzewania mamy się świetnie. Powstało wiele patentów radzenia sobie z zimnem m.in. spanie w 3 parach skarpet, kurtce i czapce, wkładanie nóg do plecaka z gorącą wodą, suszenie skarpet na żywca nad piecem, stosowanie termometrów do lodówek (które za normę uznają 2-6 stopni) i ogólne przebywanie w śpiworze w trakcie wszelkich czynności niewymagających poruszania się… Czytaj dalej
Po pierwszej rześkiej nocy, gdy dołączyło do nas czworo spóźnialskich, tworzyliśmy już zwartą grupą 11 osób. Ze względu na możliwość ogrzewania jedynie jednej izby, 4 przestronne pokoje z wygodnymi łóżkami świeciły pustkami, a my codzienne przekształcaliśmy naszą przestrzeń na wersję dzienną i nocną zwaną dalej barłogiem… Czytaj dalej
Nie ma to jak na własne życzenie wymrozić sobie tyłek.
Wpadliśmy na genialny pomysł powitania Nowego Roku w miejscu, gdzie nie docierają nawet sanie góralskie. Dotarcie do chaty na pograniczu polsko-słowacko-czeskim zajmuje więcej niż lot do Stanów Zjednoczonych. Najpierw 9h samochodem, potem szukanie ostatniej polanki według współrzędnych GPS, przepakowanie bagaży i godzinę pieszo na szczyt. Po ciemku… Czytaj dalej
Bez Biskupina nie mogę żyć. W ubiegłym roku wybrałam treking po kanionie Colca i całą drogę myślałam, czy dymarka zadziałała, czy uwolniono orkę (pradziejową) i jakie tańce mnie minęły…
W tym roku stanęłam na uszach, żeby dotrzeć chociaż na chwilę. A nie było to mega nierozsądne – zostawiłam pracę między 5 a 6 rozdziałem i wybiłam się z rytmu, do którego potem dochodziłam tydzień. Co tam koszty, ważne, że byłam, Polskę z mchu ulepiłam, papier wyczerpałam i przetańczyłam Ruś i nieRuś… Czytaj dalej
Taki czasem następuje moment, że już muszę tam jechać. I nie panuję nad tym uczuciem, po prostu jadę… Czytaj dalej
Zgodnie z ustaleniach na szczeblu magisterskim, pojawiliśmy się ostatnio w Gdyni. Tam jedliśmy, piliśmy, śpiewaliśmy… widzieliśmy nawet raz morze!
Po drodze do Trójmiasta przeżywaliśmy jednak niesamowity spektakl walki zimy z wiosną. Zobaczcie jak pięknie!… Czytaj dalej