Dziś pocztówka z mało popularnej, ale wyjątkowo położonej świątyni buddyjskiej na Bali. Jak napisałam o tym miejscu w notesie z podróży:
Dotarliśmy w totalnie odludne miejsce, gdzie pusty parking i wpis w księdze gości wprawił mnie w zachwyt – byliśmy pierwszymi gośćmi dzisiaj, a wczoraj wizytowała tu jedna osoba. Wreszcie Bali bez tłumów!
Te świątynie są cudownie położone – stoją na różnych poziomach na zboczu klifu – z jednej strony piękny widok na Ocean Indyjski, z drugiej na pola ryżowe i góry. Mamo, chcę tu zamieszkać!
Kilka dni po wizycie w bardzo zatłoczonej świątyni Tanah Lot, to właśnie Pura Rambut Sivi zrobiła na nas szczególne wrażenie. Właściwie nie jedna świątynia, a kompleks sześciu obiektów połączony ogromnymi ogrodami plumerii – kwiatów balijskich symbolizujących życie wieczne. Swój urok kompleks zawdzięcza też wyjątkowej lokalizacji i w połączeniu z pustką wokół tworzy atmosfera zespolenia z przyrodą. Do tego przyczynia się też uduchowiony opiekun świątynny, który z równym pietyzmem opowiada o historii i losach świątyń, co o roślinach, które tu posadzono. Do tego głaszcząc balijskiego smoka wijącego się wzdłuż schodów niepostrzeżenie podbiera cukierki, żeby nam je podarować na odchodne. Wyjątkowe miejsce!




Przydałoby mi się wyjechać na takie odludzie na jakieś 3 dni…
O tak! Zdecydowanie jest to miejsce, które pozwala nabrać sił witalnych! Tylko lot w obie strony zająłby ze 4 dni :-)
No to akurat.. prawie 2 tygodnie urlopu ;)
No tak wychodzi, że na krócej z Polski trudno by się tam wybrać :-) Chyba, że akurat przebywa się na stażu w Australii albo Nowej Zelandii ;)
Ufal w sukience!
Hi hi, a niech się sam tłumaczy ;) pozdrówki z Gdyni.
Faktycznie wyjątkowe miejsce!
Muszę i ja tam kiedyś zajrzeć:)
Myślę, że to ciekawa alternatywa dla zatłoczonych świątyń na południowo-wschodnim wybrzeżu Bali. Powodzenia zatem!