Połąga – słynny kurort litewski może się poszczycić najdłuższym deptakiem nadmorskim na Litwie, pięknym pałacem Tyszkiewiczów otoczonym ogrodem botanicznym, a także ciekawą zabudową drewnianą (piękne stare wille jak w Nałęczowie). Ale to, co w Połądze zaskakujące to imponujące półkilometrowe molo a na nim kompletna pustka!
![]()
Jak sobie przypomnę pełne ptaków molo w Orłowie, to spacerując po skrzypiących deskach, wydaje się, że mewy powinny być nieodłącznym elementem tego krajobrazu. Dziwnie obserwuje się wędkarzy, którzy nie są otoczeni wianuszkiem wygłodzonych ptaków jak w Essaouirze. Dziwne, bo mimo połowów na kilka wędek naraz i na kilka haczyków na każdej żyłce (nie jestem pewna czy to legalne?) nie towarzyszy nic i nikt oprócz dwóch cierpiących na bezsenność turystek z Polski.
Idziemy tak zatem wzdłuż molo, patrzymy w lewo – i nic, w prawo – i nic. I rozważamy – jak to możliwe? Dochodzimy do wniosku, że może to ze względu na brak ławek – nie zatrzymują się ludzie, nie karmią, ptaków nie ma. Ale ta koncepcja niestety umiera, kiedy za zakrętem pojawia się kilka pustych miejsc do siedzenia.
Rozwiązanie zagadki znajdujemy na samym końcu molo. Najpierw usłyszałyśmy gruchanie i takie nawet głośne. Nawet się ucieszyłyśmy, że te mewy jednak nad Bałtykiem są. Im podchodzimy bliżej, tym dźwięki mniej przypominają mewy, a bardziej… jastrzębie? Tak, jastrzębie, sztuczne, z głośnika!
Trzeba przyznać, że spacer był miły, ale mimo pięknych widoków i czystych desek, jakiś taki mało nadmorski klimat z tymi jastrzębiami…




bez ptaków… to idealne miejsce dla mnie! Brawo Asia, jak zwykle super zdjęcia!
Ola, jak nie lubisz ptaków, to jak Ty chcesz na ten Wschód jechać? ;)