Pozostając w temacie jedzenia i picia, jednym z miejsc, które bez wątpienia znalazło się na naszej liście obowiązkowej to plantacje herbaty w Cameron Highlands.
Najkrócej można powiedzieć, że to niesamowite i zaskakujące. Niesamowite ze względu na widoki oraz pogodę, o jakiej marzymy od miesiąca – zimno i deszcz! Widoki zapewniają zaś niekończące się pagórki porośnięte niewielkimi krzakami herbaty, a na nich lśniące młode listki mieniące się wszystkimi odcieniami zieleni. Całość tworzy tak hipnotyzujący krajobraz, że mimo potężnego deszczu, który złapał nas w drodze powrotnej, nie daliśmy się zabrać na stopa przez ludzi, który podwozili nas wcześniej. Nie myślałam, że mogą mnie tak pagórki zaskoczyć. Niesamowita gra świateł, dynamicznie zmieniająca się widoczność i ta przestrzeń, której brakowało nam po ostatnio odwiedzanych wielkich miastach. Raj dla oczu.
Po spacerze wśród pól herbacianych można skusić się jeszcze na filiżankę herbaty słynnej malezyjskiej firmy BOH, która ma tutaj swoją fabrykę i herbaciarnię z widokiem na plantacje. Sama fabryka nie była dziś otwarta, ale pyszna aromatyczna herbata dostępna jest w kuszących smakach z dodatkiem świeżych przypraw – wanilii, goździków czy limonki. Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić tej przyjemności.
W naszej opinii poza plantacjami nie ma w Cameron Highlands nic do roboty. Chyba że ktoś na ochotę zapłacić 40zł. za możliwość zerwania sobie samodzielnie kilograma truskawek lub przespacerować się wśród uli z dykty i nabyć lokalny miód za, bagatela, 50zł. za kilogram. Dla Azjatów może i atrakcja, ale dla Polaka?




Piękna plantacja. Myślę że tam nie da się zrobić złego zdjęcia :) I te piękne pola herbaciane :) Aż chce się tam jechać. Ja dużo o Cejlonie naczytałam się na tym blog http://klub.dilmah.pl/blog/2011/06/02/slonie-w-skladzie-porcelany/ i od tamtej pory zachciało mi się tam jechac :)
Rzeczywiście plantacje mają swój urok, bez względu na kraj, w którym się znajdują. Tutaj dodatkowym zaskoczeniem był mikroklimat, którego zupełnie się nie spodziewaliśmy i bardzo szybko zmieniająca się pogoda. Myślę, że zdjęcia w dużej mierze zależą od tego, w którym momencie je wykonasz – jeśli uda się uchwycić przebijające się przez chmury słońce, to fotografie od razu uzyskują blask.
Widzę że o Cameron Highlands macie podobne zdanie do naszego! Powodzenia w dalszych podróżach. Pozdrawiam!
No wychodzi na to, że tak :-) I widzę, że też zawitaliście na Tioman przed powrotem :-)
Będę tam we wtorek! I już nie mogę się doczekać, bo malezyjskie plantacje marzyły mi się od dawna:)
Aniu, myślę, że warto się pomęczyć i wytrzęść w autobusie te kilka godzin. Mam nadzieję, że trafisz na piękną pogodę i pojedyncze promienie słońca będą oświetlać młode, lśniące listki herbaciane. Już nie mogę się doczekać Twoich zdjęć :-)
Byłem tam kilka lat temu i zapewniam wszystkich ,że w Cameron Highlands jest znacznie więcej atrakcji niż ta niewątpliwie piękna plantacja firmy BOH. Nie zapominajcie o raflezjach, farmie motyli i innych owadów, płazów i gadów, trekach do ukrytych w dżungli wodospadów, czy miasteczku Tanarata.
Pozdrawiam podróżników.
Michał, jak pisałam we wpisie nie przypadły mi do gustu te farmy, ale może jestem wyjątkiem. Co do motyli, to zniechęciły mnie wpis na blogu http://www.wpzs.pl/?p=2159. Co do dżungli, to już o tym pisałam – zapraszam do wpisu: http://wedrowni.ufale.pl/index.php/2011/09/07/przez-dzungle-lodzia-i-na-linach/. Tanah Rata (chyba to miejsce masz na myśli) to rzeczywiście super baza wypadowa w dżunglę, ale od Cameron Highland jakieś 10h jazdy ;)