Koleją przez Jawę, czyli długie pożegnanie z Indonezją



Po ostatnim dopiekaniu się w balijskim Anturan rozdzieliliśmy się z Martą i Leszkiem i ruszyliśmy na Jawę. Zwiedzanie wyspy nie było prostym zadaniem, gdyż odległości duże,plan ambitnie wypełniony po brzegi, a czasu niewiele. Ciągle jesteśmy w trasie, więc teraz tylko lista obecności. Ciekawsze miejsca opiszemy na spokojnie po powrocie.

Na początek kopalnia siarki w kraterze wulkanu Kawah Ijen, a na miejscu widoki jak z Mordoru. Niezwykłe miejsce i niezwykli ludzie tam pracujący. Koniecznie do zreferowania w osobnym wpisie.

IMGP0764

Dalej pociągiem klasy Ekonomi, więc w lokalnej atmosferze (gorące przekąski zawinięte w liście banana, napoje z woreczków foliowych itd.), do plugawej mieściny Probolinggo. Tam znów mafia autobusowa i mało przyjemna przejażdżka po mieście z próbą sprzedania nam wycieczki. Do tego lobby winduje ceny (zwłaszcza po zmroku) i trzeba się pomęczyć i powalczyć żeby na własną rękę i za w miarę rozsądne pieniądze dotrzeć pod największą atrakcję tego regionu. Ale nie ma wyjścia, jeśli chce się zobaczyć świt nad wulkanem Bromo.

IMGP1139

Z Bromo – ponownie z Martą i Leszkiem – z rozdziawionymi z zachwytu ustami znów na pociąg, tym razem do Yogyakarty – bagatela 10h + 3h spóźnienia i jesteśmy w zagłębiu dla backpackerów w rejonie ulicy Sosrowijayan. Istny raj dla imprezowiczów, miejsce spotkań ludzi ze świata, knajpy, hostele, agencje turystyczne, pamiątki, pralnie, co dusza zapragnie. Nie wspominając o przenośnych jadłodajniach serwujących między innymi tzw. szczura, czyli grillowane szaszłyki podobno z kurczaka.

W Yogyakarcie mieliśmy do spędzenia 5 dni, co wydawało nam się przesadą jeśli chodzi o to miasto. Po trzech dniach musieliśmy jednak się mocno spinać, żeby ze wszystkim zdążyć. Pierwsze dni przeznaczyliśmy na świątynie Borobudur i Prambanan – jedna koniecznie i świcie, druga o zachodzie słońca – tak przynajmniej mówi przewodnik. Obie zrobiły na nas spore wrażenie, również ze względu na atrakcje towarzyszące jak spotkanie z tybetańskimi mnichami.

IMGP1443

IMGP2404

Potem dziwny konkurs na najpiękniejsze ptaki na targu ptaków (to bardzo lokalna atrakcja na osobny wpis!), pałace Yogyakarty, zakupy (zaopatrzyliśmy się w zapas sambala, kawy jawajskiej i maści z tygrysem), wysyłanie pocztówek, sprawdzanie maila i kąpiel w basenie. Wreszcie wszystko pod ręką w jednym mieście!

Ale jest jeszcze najważniejsze – ostatni dzień w Dżogdży to przede wszystkim lekcje gotowania wg zasad kuchni indonezyjskiej! Niesamowite wrażenia najpierw z zakupów na targu, potem z gotowania nadają się na co najmniej kilka osobnych wpisów. Ostatnie chwile w Indonezji upłynęły więc pod znakiem jedzenia, co stanowi doskonałe wprowadzenie do klimatu Malezji, w której od kilku dni się znajdujemy. Mówi się bowiem, że Malezja ma najlepszą kuchnię w Azji. Nie są to słowa na wyrost! Dowody w następnych wpisach a póki co zagadka kulinarna. Co to jest?

IMGP2684

Udostępnij na:
  • Facebook
  • email
  • Twitter
  • Blip
  • Google Buzz
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Dodaj do ulubionych
  • Blogger.com
  • Wykop
  1. czekam na wpisy o kuchni, mniam :) pozdrowionka

  2. keda pisze:

    interesuje mnie jak to zorganizowaliscie i przede wszystkim za ile? robiliscie lokalnymi autobusami czy wynajeliscie cos?
    ile wam to zajelo? jeden dzien czy rozlowyliscie na 2? bede wdzieczny za info

    • Ufale pisze:

      Rozumiem, że chodzi o Borobudur i Prambanan?
      My zrobiliśmy w dwa dni, Leszek i Marta w jeden. Obie opcje samodzielnie. W Borobudurze nie byliśmy o wschodzie słońca, tylko o 7:30, ale światło było jeszcze bardzo ciepłe. W Prambanan o zachodzie.

      Jeśli nocujesz w Sosrowijayan, to ruszasz z przystanku z ulicy Malioboro i jedziesz z dwiema przesiadkami do dworca Jombor (bodajże 3A, 1A). My nie chcieliśmy czekać na dwa autobusy (rzadko jeżdżą o tej porze), więc podeszliśmy do przystanku 2A i jednym autobusem dojechaliśmy do dworca. W Jombor masz różne opcje – najtańszy autobus miejski, minibusy i teksi. My pojechaliśmy autobusem miejskim za 12’000 (stargowaliśmy co ceny z LP, ale chyba można by zapłacić mniej). Wysiadasz na dworcu o nazwie Borobudur i stamtąd kierujesz się przez targowisko w stronę świątyni. To jakieś pół kilometra na piechotę.

      Do Prambanan jedzie się jeszcze prościej, bo tylko autobusem miejskim 1A z przystanku w Malioboro. Całość trwa ok 45 minut w zależności od tego ile czekasz na autobus. Po wyjściu z dworca musisz przekroczyć drogę szybkiego ruchu i iść wzdłuż parkanu świątyni jakiś kilometr. Zachód słońca jest najbardziej oblegany w głównym kompleksie, my zakończyliśmy zwiedzanie w ostatnim. Zwróć uwagę, żeby nie przemieszczać się między kompleksami po 17:00, bo stoją strażnicy i już tylko wypuszczają. Powrót autobusem 1A po zmroku to żaden problem. Po prostu w najgorszym wypadku trzeba poczekać 20-30 minut na przystanku.

      Jeśli chodzi o timing, to podaję godziny: 6:00 wyjazd do Borobudur, 7:30-11:30 Borobudur, 13:00 powrót do Sosjowijayan, 13:00-14:30 obiad, 14:30 start do Prambanan, 15:00-18:00 Prambanan, 19:00 powrót do Sosro.

      Powodzenia! Kiedy ruszasz?

      • Ufale pisze:

        Zapomniałam o cenach:

        Borobudur: 3’000 za komunikację miejską (bez względu na ilość przesiadek) + 12’000 za autobus Jombor-Prambanan, czyli w obie strony 30’000.
        Prambanan: 6’000 komunikacją miejską w dwie strony

        Razem 36’000 i masz wschód z zachodem bez agencji.

  3. keda pisze:

    wielkie dzieki za info. bede w polowie wrzesnia i sprobuje skorzystac z tych rad…
    tak chodzilo mi wlasnie o te 2 miejsca, lecz widze ze moj post jakos przycielo.
    dopytam jeszcze czy jest moze cos wczesniejszego niz 6:00 do Borobodur?
    zapytam jeszcze o ceny wstepow?
    jaki nocleg w Yoga mozesz polecic?

    • Ufale pisze:

      Keda, nie ma sprawy.
      Gdzieś wydzieliśmy info, że komunikacja miejska jest od 5:30, ale wchodząc do Borobudur (7:30) spotkalismy znajomą Walijkę, która już kończyła zwiedzenie. Mówiła, że robiła bez biura, więc coś wcześniej złapała.
      Wstęp do Borobudur 15$, a do Prambanan 15$ normalny, 12$ studencki. Zaznaczę, że zniżkę uzyskać jest łatwo na dokument przypominający legitymację.
      W Dżogdży masz dwa zagłębia noclegowe – tańsze przy Jalan Sosrowigayan i droższe Jalan Prawirotaman. W Sosro masz noclegi o każdym standardzie, zależy co potrzebujesz. Najtańsza dwójka 50’000, nieco plugawa, ale zaraz po przyjeździe o 22:00 nie chciało nam się szukać. Na następne dni chcieliśmy coś czystego i przestronnego, żeby wytrzymać w tym mieście 5 dni (nie jesteśmy fanami dużych aglomeracji). Wybraliśmy hostel Bladok za 110’000, co było niezłą ceną jak za super czysty pokój z łazienką, a do tego w cenie kawa/herbata non stop i basen. Zdecydowanie możemy go zarekomendować, jak czegoś takiego szukasz.

  4. w przygotowaniu :-) będzie o wizycie na lokalnym targu

  5. jacekk pisze:

    ta kopalnia i przede wszystkim wulkany, to musi być niesamowite wrażenie. Co widzę zdjęcie wulkanów z Jawy, to ładniejsze. pozdrawiam

    • Ufale pisze:

      dzięki :-) bardzo miło. Te jawajskie wulkany rzeczywiście są wspaniałe, ale Rinjani na Lomboku również zrobił na mnie wrażenie. We wrześniu wrzucę fotki, a póki co skaczę do Ciebie na bloga ;)

Dodaj komentarz