Ok, to wygląda jak raj. Trzy wysepki, najdłuższa ma 2km długości, wielki błękit, palmy, drinki z kokosa i do tego zakaz ruchu motorowego. Spełnienie marzeń. Nasze pierwsze wrażenia były tak entuzjastyczne, że od razu spojrzeliśmy w grafik, żeby coś wyciąć i zostać tu dłużej. Dlaczego wyjeżdżamy po dwóch dniach?
Właściwie zaczęło się jeszcze w Bangsal, gdzie ponoć działa mafia łódkowa dyktująca warunki przedostania się na wyspy. Przekonaliśmy się o tym, gdy negocjacje o niższa cenę za transport skończyły się na tym, że facet się obraził i odmówił przewiezienia nas w jakikolwiek sposób na Gili Air. Po godzinie łaskawie powrócił i pozwolił sobie zapłacić jego cenę… Masakra.
Ostatecznie dotarliśmy na jedną z trzech wysp – Gili Air – rekomendowaną jako nie za tłoczna i nie za lokalna (czytaj: brudna). Na miejscu okazało się, że miejsc noclegowych jest również ograniczona liczba i ciężko znaleźć coś niedrogiego nie obrażając przy tym nikogo. Do tego tłumy turystów i naganiaczy poruszających się wydeptaną ścieżką wokół wyspy. Ścieżką wzdłuż której są tylko restauracje, bungalowy i sklepy z pamiątkami. Nic prawdziwego.
Mimo nieopisanych widoków, powyższe fakty jakoś osłabiły początkową chęć przeprowadzenia się tutaj na emeryturę. Daliśmy jednak wyspie szansę skręciliśmy z głównej drogi, aby przeciąć wyspę przez środek i poznać życie garstki rodowitych mieszkańców. Rzeczywiście, tutaj się nie zawiedliśmy. Wewnątrz wyspy życie toczy się powoli, krowy pasą się między palmami, ludzie leniwie oczekują zmierzchu, aby móc zakończyć dzień postu (ramadan w pełni).
Naładowani pozytywną energią, postanowiliśmy zostać 2 dni, ponurkować, skorzystać z uroków plaży i pospać w hamaku. Cieszyć się rajem. Wspaniale spędziliśmy czas – szczególnie w trakcie nurkowania, o którym postaram się napisać więcej. Po udanych atrakcjach, postanowiliśmy jednak jechać dalej, bo nikt z nas nie umiał wskazać atrakcji, z której by zrezygnował potem w zamian za pozostanie tu dłużej. Jaki zatem bilans dla raju na ziemi?




2 dni w raju… wystarczy!! :)
Ech, palmy kokosowe i ta woda… Poleniuchowałabym sobie ze 2-3 dni na takiej rajskiej plaży :) Ale pamiętam jak byłam w Tajlandii to po paru dniach korzystania z uroków pięknych wysp miałam tej rajskości już dość i chciałam ruszyć przed siebie, więc doskonale Was rozumiem :)
Ewa, no właśnie, może to jest tak, ze skręcone istoty nie są stworzone do raju?
Fantastyczne, pocztówkowe zdjęcia! Czekam na posta o nurkowaniu!
Heh, wszyscy, ktorzy przyjezdzaja na Gili, zostaja tam dluzej niz planowali. U mnie z 1,5 dnia zrobilo sie 4 :)
Tak, nasza ucieczka chyba nie była popularną opcją. Spotkaliśmy cudowną francuzkę Helen z Bretanii, która miała wyjeżdżać z Gili dzień po nas. Zobaczyliśmy ją ponownie, jak schodziliśmy z Rinjani, czyli zabalowała kolejne 3 dni dłużej ;)