Po 20h od wyjścia z domu jesteśmy nadal w trasie. Tym razem 6-godzinna przesiadka w Singapurze. Czekając na lot na Bali, postanawiamy poznać miasto i sprawdzić czy warto tu wrócić przed odlotem na dłużej. Kontakt z prawdziwym azjatyckim klimatem mamy dopiero po wyjściu z metra. Jak jest? …. GORĄCO I PARNO!
Oprócz ogólnej lepkości nieodłączną częścią Singapuru jest też szum klimatyzacji. nie ma to jak kontakt z nieznaną kulturą! O zwiedzaniu Singapuru napiszę na razie niewiele, bo jesteśmy w biegu. Na razie zobaczyliśmy centrum oraz China Town ze świątynią zęba Buddy, meczetem i świątynią Sziwy. Zjedliśmy też megaostrego kurczaka w Hawkers Centre i popiliśmy, a jakże – świeżo wyciskanym sokiem z lodem. Tak, tak, wiem, będziemy żałować.
Z internetem będzie tu słabo, od razu ostrzegam. Aktualnie jesteśmy po 38h na Bali nie ma go nigdzie. Ale to Candidasa… Na ewentualność rzadkich wpisów przygotowaliśmy dla Was trochę wpisów przygotowanych jeszcze w domu, żebyście mieli co poczytać. Do napisania!




Ogolnie na Bali/Gili/Lombok AZ takiego problemu z netem nie ma. Roznica cen za to, jak sami sie przekonacie, potrafi byc ogromna :)
bawcie sie dobrze!
Tia, każda wyspa rządzi się swoimi prawami. Ale walczymy ;)
Pozdrowienia i ściski dla Was…
Mi się już powoli krystalizują plany na następna „dalszą” podróż ;))
czyżby Ameryka Południowa?
Nie :) Kaukaz :)))
super! też chcę ;)