Na koniec moich wrażeń z Holandii kilka słów o najpiękniejszych łąkach, jakie ostatnio widziałam. Świetlistych, szumiących, pachnących letnimi trawami. Miejsce, w którym pogoda i nastoje zmieniają się jak w kalejdoskopie. I to w środku tak usztywnionego kraju jak Holandia!
Mam na myśli park przyrodniczy Kinderdijk – największe zgrupowanie wiatraków drewnianych w Europie, wpisane na listę UNESCO. Wiatraki służą tu do osuszania terenów depresyjnych tworząc system wypompowujący wodę. O ich działaniu, a także o historii można dowiedzieć się podczas muzeum umiejscowione w pobliżu. Zastosowano tam sprytny patent utrzymania uwagi widzów – siedzi się na taboretach obrotowych na środku sali i obracając obserwuje się 6 ekranów jednocześnie! Patent marketingowy niczym ten na górze Waszyngtona. Świetne!
Kinderdijk można zwiedzać podczas spaceru, przejażdżki rowerem lub rejsu łodzią. Ze względu na duże odległości i szum we włosach fajnie wypożyczyć rower, wtedy ta olbrzymia pocięta kanałami łąka robi jeszcze większe wrażenie.




Tam chciałabym pojechać…:) Pozdrowionka
Iwetka, bardzo Ci to miejsce polecam! Przyrodniczo myślę, że byłabyś usatysfakcjonowana ;)
Jak przypomnę sobie stan swojej osobowości na tej wycieczce to ciarki przechodzą mi po plecach ;) Powinnam pojechać tam jeszcze raz żeby w pełni docenić to naprawdę wyjątkowe miejsce.
o tak! Ty dwa dni przed obroną, ja tydzień :-) To było szaleństwo ;)