W związku z pytaniami w komentarzach i mailach, dziś wpis praktyczny dotyczący naszych doświadczeń w zbieraniu pieniędzy na wyjazd. Wiem, ze łatwiej byłoby usłyszeć, że odziedziczyliśmy fortunę po dziadkach i dlatego wyjeżdżamy często i daleko. Prawda jest jednak taka, że stać nas na podróżowanie dzięki samodyscyplinie, rezygnacji z wygód życia codziennego i obniżaniu kosztów podróży. Pomaga nam motywacja i przeliczanie np. ceny spodni na dni spędzone w Indonezji. Jak się wpadnie w takie myślenie, to finansowanie podróży staje się mniej uciążliwe.
1. Oszczędzanie
Nasza generalna zasada polega na tym, że na początku każdego miesiąca zastanawiamy się, ile będziemy potrzebować na życie i resztę od razu odkładamy. Obiecujemy sobie jednocześnie, że jak nam zabraknie w ciągu miesiąca, to wyjmiemy. Nigdy nie wyjmujemy, bo chcemy jechać :-)
Dodatkowo jeszcze odkładamy pieniądze, które:
- pochodzą z ekstra zleceń (dodatkowe szkolenia, raporty, premie, nadgodziny, delegacje)
- spadają z nieba (imieniny, prezenty, zwrot podatku)
- pochodzą ze sprzedaży (nawet jak to jest 6 zł. za książkę lub mapę na allegro)
- pochodzą ze zwrotów (np. jak pożyczyliśmy komuś kasę w kwietniu, a oddał nam w maju, to znaczy, że kwiecień przeżyliśmy bez tych pieniędzy)
2. Obniżenie kosztów życia
Jak się ma priorytet na wyjazdy, to okazuje się, że można żyć bez wielu rzeczy. Na przykład do tej pory (5 lat mieszkamy razem) nie mamy umywalki. Dopiero po 2 latach kupiliśmy kanapę. Wcześniej za pieniądze uzbierane na nią pojechaliśmy na Bornholm, potem do Paryża itd. Jak by się dobrze przyjrzeć, to każdy z nas ma z czego zrezygnować. Oto nasze przykłady:
- gotujemy w domu zamiast jeść na mieście
- nie kupujemy prasy (czytamy strony z wiadomościami, mamy subskrypcję blogów specjalistycznych)
- nie mamy telewizora (odpada koszt zakupu plazmy, wszelkie opłaty za kablówki, abonament i zużycie prądu)
- mamy dużą zamrażarkę (jak kupujemy/dostajemy większe porcje jedzenia, to je mrozimy, nawet jak to są dwa talerze zupy albo 4 pierogi)
- mamy kominek (w zimie skutecznie obniża rachunki za gaz)
- często robimy “generalne porządki” i sprzedajemy niepotrzebne rzeczy na allegro
- nie kupujemy przedmiotów dekoracyjnych (ramek, figurek, makatek, firanek, dywanów, chodników itp.), nasze mieszkanie wygląda, jakby ciągle trwał w nim remont, ale coś za coś
- segregujemy śmieci (w naszym mieście segregowane śmieci wywozi się za darmo, dlatego dzięki segregacji mniej płacimy za wywóz nieczystości)
- rzadko kupujemy ubrania (zwykle są to zakupy bardzo przemyślane, a ubrania są najczęściej uniwersalne – na różne okazje)
- samodzielnie wykonujemy prezenty itp.
3. Obniżenie kosztów podróży
Im bardziej luksusowo chce sie podróżować, tym więcej pieniędzy trzeba uzbierać. Dlatego w trakcie podróży rezygnujemy ze zorganizowanych wycieczek, z wygodnego spania, z przywożenia góry pamiątek, z luksusowych środków transportu itp. Najczęściej podróżujemy lokalnymi środkami transportu lub autostopem, śpimy w BARDZO tanich hostelach, w namiocie lub u znajomych.
Nigdy natomiast nie oszczędzamy na lokalnej kuchni i na wejściówkach do miejsc, które chcemy odwiedzić. Już się napatrzyłam na ludzi, którzy jadą przez pół świata, a potem nie wchodzą do lokalnego muzeum albo do parku narodowego, bo jest “niesprawiedliwie drogo”. Może i jest to frustrujące, gdy lokalsi płacą 1$, a Ty 20$, ale wolę w taki sposób wspierać lokalną turystykę niż płacić na Teneryfie za oglądanie tresowanych delfinów.
Jest jednak sporo sposobów, żeby obniżyć koszty podróży jeszcze przed wyjazdem, albo chociaż uczynić je mniej dotkliwymi:
- akcesoria wyjazdowe dokupujemy w ciągu roku korzystając z różnych okazji (Asia Pawłowi na imieniny, Paweł Asi na gwiazdkę) dzięki temu odpada problem z pomysłami na prezenty, a dodatkowo wzbogacamy zasoby wyjazdowe :-)
- zażyczamy sobie prezenty podróżnicze na różne okazje (od mamy na gwiazdkę – przewodnik po Maroko albo kolejną kartę pamięci do aparatu)
- jeździmy tam gdzie jest okazja – tam, gdzie Asia dostanie się na staż naukowy, a Paweł w delegację (wtedy trzeba dokupić tylko jeden bilet), tam, gdzie są promocje lotnicze, gdzie mamy darmowe noclegi, bo znajomi są na Erazmusie…
- staramy się rozkładać wydatki wyjazdowe na więcej miesięcy, np. kombinować, aby kupić bilety lotnicze czy sprzęt z puli przeznaczonej na życie, a nie z odłożonej kwoty.
Myślę, że nie jest łatwo uzbierać pieniądze, szczególnie na długie podróże. Ale, jeśli się ma wysoką motywację, to można sobie wypracować jakieś patenty. Nasze pewnie nie będą idealne dla każdego, dlatego też czekamy na info w komentarzach na temat Waszych sposobów :-)




No to ja mam jeszcze jeden sposób – znajomi i wszyscy „krewni królika”. Mogą być źródłem wielu potrzebnych nam a niepotrzebnych im rzeczy. Po co kupować jeśli można pożyczyć? Często też okazuje się, że po piwnicach / strychach mają poupychane najróżniejsze sprzęty, których nie potrzebują i chętnie nam oddadzą. W ten sposób można sobie częściowo umeblować mieszkanie, obniżyć koszty remontu (bo akurat ktoś robił i zostały mu różne materiały) lub mieć np sprzęt sportowy na dany sezon, bo ktoś ma dwa rowery, ale jeździ przecież tylko na jednym.
Poza tym pewnie warto jeszcze dodać, że odkładane pieniądze umieszczamy na lokatach / rachunkach oszczędnościowych itp. Może zysk nie jest oszałamiający, ale jest i w przypadku podróży może okazać się, że z tych odsetek mamy nocleg, obiad czy coś innego.
No i system prezentowy warto rozszerzyć na inne osoby, które przy różnych okazjach chcą nas obdarować. Ja trenuję moją rodzinę od jakiegoś czasu i osiągam coraz lepsze efekty. Wystarczy przekonać ich, że najbardziej ucieszy nas praktyczny prezent z konkretnej listy. A jak prezent jest droższy, to może kilka osób może się na to złożyć lub po prostu może dofinansują nam potrzebny zakup. System moim zdaniem atrakcyjny dla nas (dostajemy to, czego potrzebujemy i sami nie musimy za to płacić) i dla tych osób (na pewno dadzą coś, z czego my się ucieszymy :)).
Wyszedł jednak więcej niż jeden sposób :)
Majka, świetne są te pomysły!
Osobiście mogę zaświadczyć, że ta Pani zwiedziła niejeden kraj i umeblowała niejedno mieszkanie stosując powyższe metody :-)
Dzięki za komentarz :-)
Doskonale rozumiem, o czym piszecie!
Już od dawna obiad w restauracji czy nowy ciuch przeliczam na noclegi za granicą (i, co najzabawniejsze, od pewnego czasu jest to nocleg właśnie w Indonezji!), a na ciągłe pytania (nie)znajomych: „Skąd Ty masz na to kasę??” odpowiadam ze śmiechem: „Nie piję, nie palę, nie chodzę na zakupy.”
Choć przyznam, że w pewnym momencie za bardzo weszłam w tryb oszczędzania i zaczęłam przesadzać z odmawianiem sobie przyjemności w życiu codziennym. Myślę, że trzeba pamiętać o tym, żeby zostawić sobie pewną kwotę na „luksus” w domu, a wtedy oszczędzanie nie będzie nam się wydawało tak strasznie uciążliwe.
Hehe, dobry tekst „Nie piję, nie palę, nie chodzę na zakupy.” Chciałoby się powiedzieć „lubię to” :-) Ja znajomym pokazuję w chwilach zazdrości zdjęcia z co bardziej „wypasionych” miejsc noclegowych, albo naszą łazienkę bez umywalki :-)