Przy każdym pobycie w Gdyni mamy dwa żelazne punkty do zrealizowania – zjeść rybę i zobaczyć morze. Reszta czasu jest niewiadomą. Co tu kryć bywa na kanapie, ale bywa też ambitnie. Tym razem nawet temat ryb został potraktowany ambitnie i połączony wizytą w miejskich halach targowych, które są zabytkiem gdyńskiego konstruktywizmu z lat 30-tych. Mmm… rośnie apetyt!








Gdynia zawsze piękniej wygląda na Waszych zdjęciach niż w rzeczywistości.
A może ja już tego nie widzę…
Za szybko jeździsz i Ci się rozmywa :-)