Tam, gdzie zaczyna się zima!



Nie ma to jak na własne życzenie wymrozić sobie tyłek.

Wpadliśmy na genialny pomysł powitania Nowego Roku w miejscu, gdzie nie docierają nawet sanie góralskie. Dotarcie do chaty na pograniczu polsko-słowacko-czeskim zajmuje więcej niż lot do Stanów Zjednoczonych. Najpierw 9h samochodem, potem szukanie ostatniej polanki według współrzędnych GPS, przepakowanie bagaży i godzinę pieszo na szczyt. Po ciemku. Na miejscu -18 st.C na zewnątrz, -2 w domku (w najcieplejszym miejscu), zero ogrzewania i wody. Do tego zasypany śniegiem komin tworzący w domku wędzarnię po rozpaleniu kuchni węglowej. I trzy dni przed nami. Wspaniale!

Udostępnij na:
  • Facebook
  • email
  • Twitter
  • Blip
  • Google Buzz
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Dodaj do ulubionych
  • Blogger.com
  • Wykop
  1. Tomasz pisze:

    Wcale mnie to nie dziwi.
    Typowo w Waszym stylu.
    Już nawet słowo UF(O)ale wskazuje na niecodzienne zjawiska, które muszą Wam towarzyszyć :)

  2. ufale pisze:

    Tomasz, to był wyjazd dedykowany Tobie :-) Byś zdradził choć raz tą itakę!

Dodaj komentarz