Ech, po nocy w pięknym hotelu z klimatyzatorem za oknem (uroki hot-wire) przeskoczyliśmy przez ocean i tym samym skończyła się nasza wędrówka po Stanach.
Kraj pokazał nam się z trochę innej strony niż go znaliśmy, bardziej otwarty, bardziej różnorodny, mniej kiczowaty. I jedzenie wbrew pozorom było bardzo dobre. Nie zmienia to jednak faktu, ze dziś kupiłam tyle warzyw i owoców, że nie mogłam ich donieść do domu…
Życie jednak popędziło mocno do przodu, Paweł poszedł dziś jak gdyby nigdy nic do roboty, ja zareklamowałam połamaną walizkę i sprzedałam na allegro przewodnik po USA, no i zakupiliśmy… bilety lotnicze na koncert Pattona do Wrocławia (45zł. za sztukę, polecam promocje LOTu). Jeszcze tylko fotki na wędrownym wrzucimy i posprzątane :-)




