Nie wiem jak opisać Nowy Jork… jest przeogromny i różnorodny! To moje pierwsze wrażenie. To takie miasto, które jest jakby znajome, ale jednak zupełnie wyjątkowe. To centrum świata. Jest tu wszystko, ludzie ciągną do NYC z całego świata. Nie mogłabym tu mieszkać (tak jak w Barcelonie), ale najbardziej mi się podobało z odwiedzonych do tej pory metropolii. I to nie ze względu na architekturę, ale jakieś takie dziwne kłucie w boku :-) Jest w nim jakiś magnes.























A więc jednak, Big Apple! WSPA-NIA-LE! Leżę pod biurkiem skręcona z zazdrości :D To teraz możecie razem z Turnauem zaśpiewać „byłem w Nowym Jorku”, znacie ten kawałek?:
Byłem w Nowym Jorku.
Tak, byłem w Nowym Jorku.
To naprawdę wielkie przeżycie.
Po prostu polecieć i być w Nowym Jorku.
Po prostu polecieć i być.
Więc byłem w Nowym Jorku.
Siedziałem w Nowym Jorku.
Taki jak jestem, to byłem i siedziałem…
A potem się zmęczyłem.
I stałem w Nowym Jorku.
Stałem w Nowym Jorku i widziałem.
Mówili mi: pojedź.
Pojedź i zobacz.
Musisz tam pojechać i zobaczyć.
Mówili mi: pojedź.
Tym bardziej, że możesz.
To musi być wspaniałe: Nowy Jork.
Więc dobrze, powiedziałem.
Pojadę i zobaczę.
I opowiem wam jak było w Nowym Jorku.
I byłem. Pojechałem.
I byłem. I widziałem
I stałem, i siedziałem w Nowym Jorku.
A teraz mówię: nie wiem.
Nie powiem wam, bo nie wiem.
Nie wiem jak było w Nowym Jorku.
Lecz mówię wam: pojedźcie.
Postójcie. I posiedźcie.
Bo nie warto nie być w Nowym Jorku.
:D Czy macie podobne wnioski?
Trochę tak :-) Trzeba zobaczyć, ale chaos, smród, wysoki poziom irytacji są przygnębiające na dłuższą metę.
Ale mam w planach wrócić do MoMA :-)