Na granicy amerykańsko-kanadyjskiej nie ma nic. Nie ma hoteli, nie ma McDonald’sa, nie ma supermarketów, ani turystów. Czyli tego wszystkiego, do czego przyzwyczailiśmy się podróżując po USA. Ale są za to przepiękne krajobrazy, prawdziwe pachnące warzywa, syrop klonowy i … jeden motel. Nasz!
Nad jeziorem Champlain spędziliśmy wieczór i poranek. Paweł mówi, że mają świetną kawę.










