Być nad oceanem i nie spróbować lokalnych przysmaków, to trochę wstyd. No, to nawet wielki wstyd, szczególnie jeśli reszta zamawia chrupiące krewetki, pachnące kalmary i mule w pysznym maślanym sosie. Paweł i Przemek wzięli to sobie mocno do serca – jak już jeść owoce morza, to homara! Jak już homara, to całego!!!
Dostali więc olbrzymie skorupiaki, instrukcje na karteczce, szczypce i śliniaki (potem okazało się, że zamiast śliniaka przydałby się raczej prysznic). Na szczęście przy stole mieliśmy jednego Amerykanina, który kiedyś widział, jak ktoś jadł homara :-) Po dłuższej walce przyszedł też kelner z pomocą :-)
Generalnie owoce morza były wspaniałe, homar także chociaż następnym razem trzeba wybrać sprawionego :-) Wszystko cudownie świeże i pachnące. Więc kto twierdzi, że Stany to kraj hamburgerów – zapraszamy do Bostonu na homara po amerykańsku :-)









Piękny śliniak :)))) Czekam na więcej fotencji :)
Pozdro!
Śliniaczek pierwsza klasa! A jak smakuje homar? Do czego podobny?
homar smakuje przepysznie. Mięsko nie jest takie chrupiące jak w krewetkach, raczej gumowate takie jak kalmary albo mule. W smaku delikatny. oj fajny, fajny :-)