Ludzie w Bostonie podobają mi się najbardziej. Spotkałam ich w parkach, na ulicy, w McDonaldzie, w outletach… Spędziłam cały dzień włócząc się bez celu, karmiąc kaczki, gadając ze starszymi paniami o wychowaniu dzisiejszej młodzieży… To ludzie zdradzają jakie to miasto, jak się w nim żyje, czego się słucha, w co się bawi. Tam, gdzie są ludzie, Boston jest kolorowy, różnorodny, wesoły. To naprawdę świetne miasto, które doceniłam dopiero jak zeszłam z „Freedom trail” i z mojego zagłębia hotelowego. Naprawdę świetnie :-)













To co lubię najbardziej w obcych miastach – szwendanie się bez sensu i podglądanie tubylców! Ale zazdroszczę!