Do zobaczenia w New Hampshire
Pora na wyjazd z Maine. Na szczęście poranny deszcz i szansa odwiedzenia paru sklepów z elektronika pozwoliła nam jakoś przeżyć to rozstanie :-)… Czytaj dalej
Pora na wyjazd z Maine. Na szczęście poranny deszcz i szansa odwiedzenia paru sklepów z elektronika pozwoliła nam jakoś przeżyć to rozstanie :-)… Czytaj dalej
Maine słynie przede wszystkim ze wszystkiego co daje morze. A morze daje przede wszystkim kraba. Dlatego krab jest wszędzie! W restauracjach, w nazwach hosteli, na koszulkach, można kupić pluszowe kraby albo prawdziwe klatki do ich połowu. Poza tym w Maine mnóstwo jest latarni (większość w ogródkach i outletach), kolorowych spławików z kutrów, a także mrocznych zakątków z powieści Stephana Kinga… Czytaj dalej
Parki Narodowe to amerykańska specjalność. Spodziewaliśmy się wiec rarytasów. No i się nie zawiedliśmy. Przepiękne widoki, super przyroda i wszystko podane na tacy (na najwyższy szczyt parku wjechaliśmy autem :-)… Czytaj dalej
Przypadkiem trafiliśmy na nadmorskie targowisko różności. Do kupienia wszystko – stare książki, płyty, butelki po coli, antyki, nieaktualne tablice rejestracyjne, wypłowiałe lalki barbie, niemodne ubrania, kamienie z pobliskiej plaży, klatki na homary… Czytaj dalej
Wyjechaliśmy z Bostonu rano trasą, która typowemu Amerykaninowi zajęłaby 5h autostradą. Nam zajęła ponad dwanaście :-) Napawaliśmy się widokami pięknego wschodniego wybrzeża, podjadaliśmy smakołyki, robiliśmy zakupy, a na koniec godzinę wybieraliśmy najlepszy motel… Czytaj dalej
Przez cały czas pobytu w Bostonie rozgrywał się swojego rodzaju plebiscyt – każdy ze znajomych doradzał, gdzie powinniśmy jechać, żeby zobaczyć dużo, poczuć przyrodę, doznać zachwytów, zrobić piękne zdjęcia… Wczoraj wieczorem ostatecznie wybraliśmy propozycję Hestona, który zachęcił nas do zobaczenia Maine. Czyli zaczynamy zwiedzać Stany metodycznie – od północnego wschodu…Czytaj dalej
Zapomniałam o łabędziach! Łabędzie w Bostonie mają swoje szczególne miejsce. Swan Park. To taki Nałęczów, albo nie, może Ciechocinek w środku wielkiej metropolii. Życie płynie tam leniwie, ludzie snują się od ławki do ławki, a po sztucznym jeziorku przepływają z wolna łódeczki z łabędziem… Czytaj dalej
Stadion baseballowy to dla europejczyka atrakcja. A legendarny stadion Fenway Park to dla kibiców Red Sox po prostu świątynia! Słynny stuletni stadion mistrzowskiej drużyny, zielone siedzenia (green monster), sausage-guy ten sam od 20 lat, boisko w kształcie kilku spodków do herbaty połączanych liniami, no i tajemnicze zasady gry, których nikt nie kuma :-)… Czytaj dalej
Być nad oceanem i nie spróbować lokalnych przysmaków, to trochę wstyd. No, to nawet wielki wstyd, szczególnie jeśli reszta zamawia chrupiące krewetki, pachnące kalmary i mule w pysznym maślanym sosie. Paweł i Przemek wzięli to sobie mocno do serca – jak już jeść owoce morza, to homara! Jak już homara, to całego!!!
Dostali więc olbrzymie skorupiaki, instrukcje na karteczce, szczypce i śliniaki (potem okazało się, że zamiast śliniaka przydałby się raczej prysznic). Na szczęście przy stole mieliśmy jednego Amerykanina, który kiedyś widział, jak ktoś jadł homara :-)… Czytaj dalej
Ludzie w Bostonie podobają mi się najbardziej. Spotkałam ich w parkach, na ulicy, w McDonaldzie, w outletach… Spędziłam cały dzień włócząc się bez celu, karmiąc kaczki, gadając ze starszymi paniami o wychowaniu dzisiejszej młodzieży… Czytaj dalej
Jest w Bostonie coś, co znam dobrze, a jest coś czego nie widziałam nigdzie do tej pory. Znajome są takie stare domeczki, kościółeczki, kamieniczki ułożone w trasę do zwiedzania. Przeszłam karnie całą ścieżkę (8mil w obie strony) i muszę powiedzieć – już to widziałam… Czytaj dalej
Paweł wcześniej, a ja później, ale już jesteśmy w Bostonie. Miasto piękne, z potężnymi budowlami,ogromne samochody, światła miasta… Czyli wszystko wedle oczekiwań. Tylko widok na panoramę miasta to coś zupełnie ekstra :-)… Czytaj dalej
Tak się porobiło, że znowu los nam podrzucił szanse na fajny wyjazd. No i znowu skorzystaliśmy :-) Wybieramy się więc do Bostonu już w 20.czerwca (Paweł) i 21.czerwca (Asia). Tam Paweł załatwia przez 5 dni ważne sprawy, a potem ruszamy w drogę! Jupi! Planu jeszcze nie mamy, ale byśmy chcieli i do parków narodowych, i na wybrzeże, i do Elvisa, i do NASA, i na Key West… Czytaj dalej