Hubertus – święto myśliwych i dian

Zapytałam prawie rok temu znajomego myśliwego, czy mogę któregoś razu przyjechać na Hubertusa do ich koła. Jak nie będziesz oceniać, to pewnie – usłyszałam. Przypomniałam się więc na początku listopada, że nadal jestem chętna i w odpowiedzi usłyszałam to samo zdanie – przyjeżdżaj, ale poznać, a nie krytykować. Bez uprzedzeń i stereotypów pojechałam więc uczcić początek zimowego sezonu myśliwskiego

.

Hubertus to coroczne święto myśliwych obchodzone na początku listopada w okolicy imienin patrona łowiectwa św. Huberta. Wówczas w galowych strojach zjeżdżają się okoliczni myśliwi i diany (kobiety-myśliwe), aby zmierzyć się w polowaniu hubertowskim, podziękować za dary lasu, a po odtrąbieniu pokotu hucznie uczcić rozpoczynający się sezon tańcami, śpiewami i dziczyzną domowej roboty.

IMGP0348

 

1. Polowanie hubertowskie

Polowanie hubertowskie ma pokazać jak będzie wyglądał kolejny sezon myśliwski. Każdy chce więc wypaść jak najlepiej, oddać same skuteczne strzały i zdobyć tytuł króla strzelców. Polowanie rozpoczyna się rano, podobno dla widza jest nudne i głównie się marznie. Po powrocie uczestnicy biorą udział we mszy świętej w intencji myśliwych i przyrody. Muszę przyznać, że biorąc pod uwagę ich uprzednie aktywności, nieco mnie zaskoczył fakt, że można te tematy połączyć w jednej mszy.

Najbardziej jednak zaskoczyło mnie zawołanie myśliwskie “darz bór” oznaczające życzenia pomyślności w polowaniu – “niech Cię las obdarzy”. Jakoś przez wszystkie lata mojego życia byłam pewna, że pisze się “dasz bór” od „daj mi lesie” . Ech, nie trzeba daleko jechać, żeby się dać zadziwić :-)

IMGP0166

IMGP0147

 

2. Odtrąbienie pokotu

Odtrąbienie pokotu, czyli złożenie czci zwierzynie, jest chyba najciekawszą częścią Hubertusa. Odbywa się wedle ściśle określonych reguł i nie ma tu mowy o odstąpieniu od tradycji. W pierwszej kolejności na środku placu myśliwi układają kwadrat z gałęzi drzew iglastych i na każdym jego rogu rozpalają ognisko. Na gałęziach kładą zwierzynę, ale zawsze na prawym boku z łbami w stronę lasu (“pożegnanie z knieją”) i w ściśle określonej hierarchii łowieckiej – kombinacja wielkości, płci i rodzaju pożywienia (drapieżniki nad roślinożernymi). Myśliwi nazwaliby tą kolejność: pióro, turzyca, kita, sierść, czyli najpierw leżą ptaki, dalej zające i króliki, potem małe drapieżniki typu lis, dalej sarny, dziki, a na końcu łosie. Takie ułożenie pokotu ma też ułatwiać podsumowanie polowania (wszystkie sztuki są rejestrowane).

IMGP0262

Po ułożeniu zwierzyny, przybyli zajmują swoje miejsca według ważności – myśliwi od głowy zwierzyny, goście od zadu, trębacze z lewej, a prowadzący z prawej strony i zaczyna się oficjalne podsumowanie.

Uroczystość rozpoczyna hejnał łowiecki odgrywany na trąbkach. W tym czasie myśliwi oddają hołd kniei i zwierzynie zdejmując czapki. Powaga jak w trakcie hymnu państwowego.

IMGP0188

IMGP0224

Po sygnale polowanie uznaje się za zakończone i następuje jego podsumowanie. Wybierany jest król strzelców – za największą zdobycz (tym razem był dzik) otrzymuje medal, nagrody i na jego cześć odtrąbiony zostaje przepiękny sygnał łowiecki. Wszyscy biją brawo i pokazują okazałą zdobycz.

IMGP0231

Co ciekawe, wybiera się także króla pudlarzy, czyli autora najbardziej spektakularnego spudłowania (za nietrafienie łatwego celu albo zmarnowanie największej ilości naboi). Nieszczęśnik otrzymuje medal z wielką dziurą i sygnał wykonany na samym ustniku. Wszyscy rechoczą. Co za brutalny świat!

IMGP0232

W tak rozbawionej atmosferze nie pozostaje już nic innego, jak rozejść się do stołów i rozpocząć biesiadowanie. No, oczywiście można jeszcze zabrać swoje okazy.

IMGP0308

 

4. Biesiadowanie hubertowskie

Muszę przyznać, że tak, jak spodziewałam się galowych strojów i licznych odznaczeń tak zupełnie zaskoczyły mnie rozmiary biesiady, jaką przygotowano na Hubertusa. Ogromne ilości jedzenia, parkiet na sto osób, orkiestra (a raczej zespół weselny), konkursy krajoznawcze dla dzieci, anegdoty, przyśpiewki, toasty z knieją w tle… I do tego wyroby z dziczyzny zakrapiane domowymi nalewkami. Tak to można zaczynać sezon!

IMGP0302

 

Wnioski

Muszę przyznać, że tradycja łowiecka jest mi całkowicie obca i raczej nie zostanę nagle dianą, mimo że świetnie spędziłam Hubertusa. Jestem jednak pod wrażeniem szacunku dla przyrody, jakiego doświadczyłam ze strony myśliwych i nierozłącznej więzi, jaka łączy ich ze zwierzyną. Po zadaniu miliona pytań podczas całego wieczora mam masę przemyśleń, jednak mój główny wniosek jest taki, że równowaga między człowiekiem i przyrodą istnieje, a myśliwi nie stoją na drodze do jej zburzenia bardziej niż “miastowi”.

A jakie są Wasze wrażenia?