Czechy laickie

Czechy, jako najbardziej laicki kraj na świecie ciągle zaskakują. Najpierw zaskoczyły mnie opisy w książkach słynnego polskiego czechofila, teraz przyszło zmierzyć się z nimi w realu.

Z wrażeniami z książki “Zrób sobie raj” Marcina Szczygła po raz kolejny pojechałam do Czech. Starałam się dostrzec opisywaną w reportażach laickość i zwrócić uwagę na różnice między polskim i czeskim podejściem do spraw kościoła. Próbowałam też zagadywać na ten temat znajomych Czechów. Oto moje wrażenia zebrane w krótki fotoreportaż:

Fot. 1. Drzwi katedry na Hradczanach – Chrystus przestrzega jednego z apostołów. Obecnie ironią staje się fakt, że religia katolicka przyszła do Polski z Czech, w których tylko jedna trzecia mieszkańców utożsamia się z jakąkolwiek wiarą. Pozostali uważają ją za element historii. Ważny, ale nie posuwający świata do przodu. Zapytana przeze mnie Czeszka przyznała, że tylko raz w życiu była na ślubie kościelnym – ale oni byli z Moraw i mieszkali z dziadkami, podkreśliła. Na Morawach notuje się największy odsetek ludzi wierzących (prawie 50%).

Fot. 2. Sanktuarium Svata Hora pod Przybramem – najważniejsze miejsce kultu maryjnego w Czechach i jedno z najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych odkąd papież nadał obiektowi honorowy tytuł basilica minor. Wyjątkowe figury, piękne barokowe kopuły i 343 schody, na których wierni odmawiają kolejno po jednej modlitwie. Wstęp do obiektu jest wolny. Żaden z zapytanych przeze mnie studentów z Pragi nigdy tam nie był.

Fot. 3. Zachrystia działającego kościoła w Nezamyslicach. Ci, którzy chodzą do kościoła nie zrzeszają się praktycznie w ogóle w grupy kościelne. W efekcie budynki popadają w ruinę, a lejący sie deszcz i gnijące ściany stanowią olbrzymi problem dla władz kościelnych.

Fot. 4. Największa na świecie szklana figura św. Jana Nepomucena w Nepomukach. Obok niej widnieje napis, że pomnik został postawiony bez pomocy Unii Europejskiej. Czesi podkreślają, że ważne jest wykorzystanie środków unijnych we właściwy sposób.

Fot. 5. Wystawa czeskiej performerki Oliny Franco zatytułowana Holky Burky wystawiona w kościele pod wezwaniem świętego Warzyńca w miejscowości Klatovy. Tłumów nie było. Protestów też. “Religia to nie jest coś, za co Czesi się będą zabijać. Bez przesady” – skomentowała Petra.

Fot. 6. Kościół w Pradze przerobiony na hotel. Wraz ze zmniejszającą się liczbą wiernych Czesi stanęli przed dylematem nadmiaru nieużywanych obiektów sakralnych. Władze starają się przekazywać obiekty w dobre ręce, najchętniej na biblioteki, sale wystawowe, miejsca spotkań itp. Nie zawsze się to udaje. Dla przykładu w miasteczku Smihov w regionie pilzneńskim jeden z nieużywanych kościołów kupiła pani archeolog pod pretekstem badań naukowych, po czym przerobiła go na mieszkanie i osiedliła się wraz z mężem.

Fot. 7. Pomieszczenia klasztoru w Klatovym przekształcone na biuro zamiejscowe Praskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Freski na sufitach w kilku pomieszczeniach odnowiono tylko dlatego, że uczelnia dostała dofinansowanie do adaptacji budynku i jednocześnie obowiązkowy nadzór konserwatora.

x     x     x

 

Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do polskich agnostyków niewierzący Czesi nie krytykują kościoła jako instytucji. Raczej uważają go za fragment historii, która powoli odchodzi w zapomnienie. Wiara wydaje im sie czymś nieistotnym w codziennym życiu, obojętnym, co nie ma zupełnie znaczenia dla ich życia. W efekcie takiego myślenia pojawia się ciekawa różnica między naszymi krajami – w Polsce religia domyślnie jest a w Czechach domyślnie jej nie ma. Urzędy i miejsca publiczne są pozbawione symboli religijnych, bo zdaniem Czechów nie ma potrzeby ich umieszczania.“Religia w szkołach jest jednak dozwolona” – jak mówi znajomy Czech. W praktyce trzeba jednak utworzyć grupę co najmniej kilku dzieci i opłacić katechetę, co oznacza prawie całkowity brak edukacji religijnej w szkołach.