Am.Pd. – nosi nas!

Przyzwyczajeni do intensywnego tempa podróży, cieszyliśmy się na te kilka leniwych dni na Chiloé. Ale  dziś już nas nosi. Rano chcieliśmy jechać do Valparaiso, ale nie ogarnęliśmy się w porę. Dlatego postanowiliśmy zajrzeć do Dalcahue na targ rękodzieła. Niestety impreza zdecydowanie przereklamowana, raczej stadion dziesięciolecia niż targ rzemiosła. Chociaż charakterystyczne ubrania z grubo tkanej wełny lamy bardzo mi się podobały.

Drugim powodem, dla którego zostaliśmy na jeszcze jeden dzień była potrzeba dosuszenia ubrań po licznych ulewach, które nas złapały. Żeby jednak wysuszyć ubrania, trzeba najpierw wysuszyć drewno :-) Nie powiem, ma to swój urok :-) Podobnie jak miła gra, jaką prowadzimy z naszą gospodynią. Codziennie przy drzwiach zostawia nam przed drzwiami kubełek z drewnem do pieca. Niestety jest go za mało na cały dzień, dlatego każdego wieczora przychodzi z jeszcze kilkoma deseczkami, a skoro już jest, to przy okazji bierze kasę za wynajem :-)