Am.Pd. – Valparaiso

Po długiej jeździe autobusem i długim szukaniu mieszkania w mieście, jakoś nie chciało nam się podchodzić pod kolejne wzgórze. Zatrzymaliśmy się, żeby odpocząć i w zasięgu naszego wzroku zauważyliśmy kolejny guesthouse. Coś nas tknęło, żeby zapytać o cenę. Jak kobieta zobaczyła, że jest nas czworo, to od razu zaproponowała osobne mieszkanie, a my od razu wiedzieliśmy, że bardzo jej zależy, bo tylko czterem osobom może je wynająć. W ten sposób w Valparaiso zamieszkaliśmy w tanim dwupoziomowym studio.

Jak podaje każdy szanujący się przewodnik, należy rozpocząć zwiedzanie Valparaiso od zgromadzenia energii na zwiedzanie kolejnych wzgórz. Kolorowe dzielnice miasta usytuowane są bowiem na wielu wzniesieniach, z których rozpościera się piękny widok na ocean. W knajpie trafiliśmy na świetny set – zupka jarzynowa, ryba z ryżem, sok i kawa. W ogóle instytucja zestawów obiadowych bardzo mi w Chile odpowiada – restauracja przygotowuje 2-3 zestawy, zawsze świeże i co najmniej połowę tańsze niż dania z karty. Dzięki temu oni nie muszą się namęczyć z przyrządzaniem, a my nie musimy długo czekać. Ostatecznie wszyscy są zadowoleni :-) Dlaczego u nas do tego jeszcze nie doszli? Tylko na uczelni czasem można uraczyć „zupę dnia” i to też nie jestem pewna czy jest najświeższa.

Po obiedzie skierowaliśmy się  stronę wzgórza Bellavista i tam poznaliśmy największa atrakcję miasta – ruchome kolejki, które trzęsąc się niemiłosiernie i klekocząc przy tym, jakby miała się za chwilę rozsypać na kawałki, wwożą mieszkańców do wyżej położonych części miasta. Takich kolejek w Valpo jest kilkanaście, część z nich to windy, do których dochodzi się tunelami i mostkami, a część to kolejki poruszające się po równi pochyłej. Niektóre to istne cuda myśli inżynieryjnej XIX w. Czuję, że ich poznawanie będzie moim nowym hobby.

Na wzgórzu Bellavista obejrzeliśmy dom Pablo Nerudy (La Sebastiana), który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ogromny 5-cio piętrowy budynek ze wszystkimi oknami wychodzącymi na ocean, z niebagatelnymi przedmiotami, meblami i obrazami. Całość urządzona lekko, pomysłowo i wygodnie. Nie trudno uwierzyć, że żyło się tam nobliście bardzo komfortowo, chętnie przybywali tam ludzie, a jednocześnie dom inspirował do pracy. Ilość okien i ilość budynków, które przez te okna widać sprawia, że czułam się tak jakbym podglądała życie miasta i jego mieszkańców. Wokół domu Nerudy jest kilka niewielkich piętrowych ogrodów i duży taras. Z daleka La Sebastiana idealnie wtapia sie w otoczenie i wygląda jak kilka mniejszych, różnokolorowych domków. Całe wzgórze jest dość kolorowe i przyjazne.

Dzień podsumowaliśmy nowozakupioną grą uno (takie nasze makao). Myślę, że to będzie hit sezonu :-)