Am.Pd. – Valpo handlowe, Valpo artystyczne

Valparaiso to totalna mieszanka wszystkiego. Nie tylko kolorów, o których pisałam wczoraj. To największe miasto portowe na zachodnim wybrzeżu Ameryki Południowej, a jednocześnie miasto z klimatem – wylęgarnia młodych talentów i sceny alternatywnej.

Gigantyczny port ciągnie się kilometrami, tylko czasami przecinany jest niewielkimi plażami. Ale wiadomo, plaża to plaża, nieważne że między kontenerami. Port widać z każdej prawie kolejki, z każdego wzgórza czy punktu widokowego. Skutecznie psuje krajobraz :-) Choć jednocześnie z daleka wygląda jak kolorowa mozaika  niewielkich domków.

Dużo ciekawsze jest Valpo artystyczne – miasto pełne jest rękodzielników, muzyków,  artystów, malarzy, fotografików, poetów… Jest także oazą graffiti i murali. Jednocześnie prezentuje wyraziste poglądy, nonkonformizm i indywidualizm. Mnie to przekonuje! W zasadzie każdą wolną chwilę mogłabym spędzić dumając nad kolejnymi rysunkami na ścianach, słuchając grajków ulicznych (akurat trwa festiwal studencki) albo przymierzając ręcznie szyte odlotowe ubrania. Nie ukrywam, że związku z nadwyżkami budżetowymi, to stąd przywiozę większość pamiątek. Hm, żeby tylko odblokowali nam z konta te setki tysięcy pesos, które „zgarnął” zepsuty bankomat. W innym wypadku rezerwa znajdzie swoje ujście gdzie indziej :-)