Am.Pd. – Viña del Mar

Viña del Mar nie jest taka zła. Zapowiadali chilijski Sopot. Wydawało mi się, że czeka nas dzień w luksusowym i snobistycznym kurorcie pełnym hoteli nad brzegiem morza.  Spotkało nas przyjemne, zielone miasto, z palmami, licznymi ławeczkami, z deptakami i super plażami (w porównaniu z tymi w Valpo). Pochodziliśmy trochę po okolicznym parku, byliśmy w muzeum archeologicznym i historii naturalnej Francisca Foncka, tak, to tam, gdzie można zobaczyć to dwugłowe jagnię :-) Przed muzeum stoi jedna z 900 rzeźb z Wyspy Wielkanocnej, która skutecznie przypominała mi, że musieliśmy zrezygnować z zobaczenia pozostałych…

Reszta dnia nad oceanem. Najpierw ganiałam za falami w ubraniu, ale potem widok kąpiących się ludzi i piękna pogoda (dziś 27 st.C) zachęcała do kąpieli. Niestety nie było już czasu przed zmrokiem, żeby wrócić do Valpo po strój kąpielowy, w związku z czym kupiłam na pręce ręcznik samochodowy (do polerowania karoserii) oraz majtki a’la kąpielówki. Po powrocie z zakupów woda okazała się przeraźliwie zimna, fale wysokie i niezwykle silne (wciągały mnie i wypychały na zmianę). Ale to jest mój sport! Pływanie na falach jest wciągające – mimo przeraźliwego zimna nie mogłam wyjść z wody :-) Czuję, że surfing to będzie moje hobby :-)