Am.Pd. – Park Narodowy Chiloe

Dzień oceaniczny. Bardziej dziko i bardziej na zachód już się nie da. Byliśmy w Parku Narodowym Chiloe, żeby zobaczyć ogromne plaże oceaniczne, wydmy Cucao i ścieżkę El Tepual. Wrażenia świetne, tym bardziej, że cały dzień świeciło słońce.

Aby dostać się do tej niedostępnej części wyspy, trzeba jechać autobusem (jeden dziennie), a potem przejść kilkukilometrową ścieżką przez wydmy. Ścieżka ze względu na porę roku okazała się być nieco podmokła.

Dalej, za wydmami, powinna ukazać się plaża, która okazuje się być MEGA SZEROKĄ PLAŻĄ! Tak szeroką, że na horyzoncie ledwo majaczy ocean :-)

Przemierzając plażę idziemy pod prąd wiatrom i piaskom celującym prosto w nas. Aż widać przemieszczające się fale piasku. My ledwo szliśmy, a na krabach, przechadzających się po plaży, nie robiło to żadnego wrażenia. Ocean Spokojny jest przepotężny, widać jego moc i możliwości.

Jak już urwało nam uszy i przemroziło nas do kości, to ruszyliśmy w poszukiwaniu ścieżki el Tepual. Wrażenia świetne! To taka mała dżungla wyrastająca nagle pośrodku pola niewielkich krzaczków. Wielkie drzewa, liany, cynamonowce, mchy… Rośliny wspinają się po sobie nawzajem, przeciskają się w poszukiwania światła. Całość wygląda jakby przyroda zatrzymała się na chwilę na nasz widok, a na co dzień rwała tam walka o światło i przestrzeń. Fajne wrażenia :-)

Wieczorem przy obiecanej rybie rozmawialiśmy o naszych planach na ten rok i pasjach w ogóle. Podróż rozwija takie poczucie, że wszystko jest w zasięgu ręki :-) Zrobiliśmy podsumowanie listy rzeczy, które zabraliśmy ze sobą i odkryliśmy, że od ponad miesiąca wozimy rummikuba i pora w niego zagrać :-) Nasza sytuacja finansowa wygląda nieźle. Na co dzień mieścimy się w budżecie chilijskim (według Lonely Planet to 40$) , więc jest szansa na trochę pamiątek :-)